Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wegetariańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wegetariańskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 kwietnia 2016

Pesto pietruszkowe


Podczas mojego pierwszego stażu w restauracji, każdy dzień rozpoczynałam od przygotowania pesto pietruszkowego, które goście dostawali czekając na zamówione dania. Starannie odrywałam listki pietruszki od łodyżek, po czym miksowałam je razem z prażonym słonecznikiem, sokiem z cytryny i sporą ilością oliwy z oliwek. Wersja, którą robię w domu jest nieco inna. Słonecznik zastąpiłam nerkowcami, a smak pesto wzbogaciłam startym na tarce Pecorino. Jest to szybka recepta na sporą dawkę witaminy C i żelaza. Można przygotować więcej i cieszyć się nim następnego dnia. Polecam!


SKŁADNIKI (na 1 porcję):
duży pęczek natki pietruszki
1/2 szkl startego sera Pecorino lub Parmezanu lub Grana Padano
40g nerkowców
40ml oliwy
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
sok z cytryny


  1. Upraż delikatnie nerkowce w piekarniku lub na suchej patelni.
  2. Oddziel listki  pietruszki od grubych łodyżek.
  3. Zmiksuj w blenderze pietruszkę, oliwę, ser i nerkowce, w razie potrzeby podlej wodą.
  4. Dopraw solą, pieprzem i sokiem z cytryny do smaku.
  5. Podawaj z makaronem spaghetti. Smacznego!

środa, 9 marca 2016

Maślana kasza jaglana z miodem, suszonymi owocami w herbacie earl grey i duszonymi jabłkami


Mam taki sklepik przy Hali Mirowskiej, do którego przychodzę po orzechy, kasze, suszone owoce. Choć ceny na stoiskach z bakaliami są raczej takie same, to tam jakoś zawsze miło, sprzedawcy opowiedzą o produkcie i dadzą spróbować. To tam pierwszy raz spróbowałam naturalnie suszonych mango, kiwi, miechunki, wiśni, brzoskwiń i moreli. Niech Was nie zmylą ekologiczne, brązowe morele. Są smaczne, ale prawdziwe ususzone naturalnie są mniejsze, pomarszczone i lekko twardawe. Ich smak za to wspaniały, bogaty, lekko kwaśny, a przede wszystkim prawdziwy. To tak jakby wziąć świeże owoce i wysuszyć je w domu, w suszarce lub na kaloryferze.

Byłam kiedyś na ciekawym wykładzie o kuchni 5 przemian, na którym przekonałam się o zależności diety od pory roku. W zimne dni, kiedy nasz organizm potrzebuje energii na ogrzanie ciała,  szkoda wychładzać go dodatkowo, jedząc surowe owoce, jogurty czy pijąc zimne napoje. Wielu z Was pewnie przyzna, że zimą wolą gęste zawiesiste zupy, duszone warzywa czy rosół, kiedy latem nasz organizm domaga się sałatek, owoców czy koktajli. Z natury wiemy, co dla nas najlepsze w danym czasie, trzeba tylko wsłuchać się w organizm.Od tamtej pory dzień rozpoczynam ciepłym posiłkiem. Rozkochałam się w kaszy jaglanej z miodem i masłem. Do tego duszone jabłka, suszone owoce, orzechy, cynamon, odrobina jogurtu, co kto lubi. może nawet imbir na rozgrzewkę. Ciekawą opcją jest też zmiksowanie kaszy na budyń jaglany, który jest dla mnie odkryciem roku.

Podaję przepis bardzo ogólny, aby każdy dostosował go do swoich preferencji smakowych czy dostępności produktów. Warto kombinować. Namaczanie w herbacie też nie jest obowiązkowe, znacznie jednak zmiękcza suszone owoce i nadaje im delikatnego posmaku.

SKŁADNIKI (na śniadanie dla 1 osoby):
1/4 szklanki kaszy jaglanej
1 łyżeczka masła
1 łyżeczka miodu, np. rzepakowego
garść ulubionych suszonych owoców (u mnie rodzynki, żurawina, morele i miechunka)
ok. 1/2 szklanki zaparzonej gorącej herbaty earl grey
1 nieduże jabłko
kilka ulubionych orzechów, warto uprażyć je w piekarniku lub na suchej patelni
opcjonalnie:mielony cynamon, syrop daktylowy lub więcej miodu


  1. Suszone owoce zalej gorącą herbatą i odstaw na bok.
  2. Przepłucz kaszę wodą. Aby ograniczyć zmywanie i nie używać sitka, zalewam ją w garnku, mieszam i odlewam mętną wodę. Czynność tę powtarzam 2-3 razy, po czym zalewam kaszę wodą, solę i gotuję do miękkości.
  3. Jabłka pokrój na ćwiartki, wytnij gniazda nasienne, a następnie pokrój w poprzek na plasterki.
    Umieść je w garnuszku, dodaj odrobinę wody i duś pod przykryciem, aż trochę zmiękną.
  4. Do odcedzonej, jeszcze gorącej kaszy dodaj masło i miód i wymieszaj, aby się rozpuściły. 
  5. Nałóż kaszę do miseczki i dodaj namoczone i odsączone owoce, duszone jabłka i orzechy, Dodaj cynamon, jeśli lubisz. Ja polewam całość odrobiną syropu daktylowego. Jeśli go nie posiadasz, możesz użyć płynnego miodu lub w ogóle to pominąć. Smacznego!



czwartek, 25 lutego 2016

Kuskus z zielonymi warzywami, suszonymi pomidorami i sokiem z jabłek


Wielkim problemem współczesnego świata jest marnowanie okropnej ilości jedzenia. Sama mam z tym problem. Zafascynowana produktami na targu kupuję bez przemyślenia, a potem zapominam, coś mi wypada i nieprzerobione jedzenie ląduje w śmietniku. Niepocieszona takim stanem rzeczy, pewnego dnia zamiast iść na zakupy, przeprowadziłam "czyszczenie" lodówki. Powstało takie oto zacne danie :) Zrobiłam więc ponownie. Udowadniam też tym samym, że zimą może być zielono,a przy tym sezonowo:)

SKŁADNIKI (na 1 dużą porcję)
kilka brukselek
1 mały por lub połowa 1 dużego (zielone i jasnozielone części)
2 łodygi selera naciowego
szczypiorek z dymką
pół szklanki świeżego soku z jabłek
1/2 łyżeczki mielonych ziaren kozieradki
łyżka oleju do smażenia (polecam kokosowy bezzapachowy)
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
kilka suszonych pomidorów (opcjonalnie)

1/4 szklanki kuskusu
odrobina oliwy
opcjonalne: szczypta chili w proszku i kurkumy


  1. Obierz brukselki z zewnętrznych listków, dokładnie umyj i przekrój na połówki. Umyj dokładnie resztę warzyw. Pora pokrój na półplasterki, seler naciowy na plasterki. Posiekaj dymkę, oddzielając część białą od zielonego szczypiorku. Jeśli używasz pomidorów suszonych w oleju, osusz je papierowym ręcznikiem, po czym pokrój na mniejsze kawałki.
  2. Na patelni rozgrzej olej. Wrzuć białą część dymki i por. Podsmaż chwilę, po czym dodaj seler naciowy i brukselkę. Po chwili smażenia, dopraw solą i kozieradką, zalej sokiem jabłkowym,przykryj i duś, aż warzywa zmiękną, ale się nie rozgotują.
  3. Pod koniec duszenia dodaj pomidory i dopraw solą i pieprzem do smaku.
  4. Kuskus wymieszaj z oliwą, chili, kurkumą i szczyptą soli. Zalej gorącą wodą, przykryj talerzykiem i odstaw na chwilę. 
  5. Wyłóż na talerz kuskus, a na nim ułóż warzywa. Posyp zielonym szczypiorkiem. Smacznego!

środa, 17 lutego 2016

Zupa soczewicowa z mleczkiem kokosowym i trawą cytrynową


Od dzieciństwa byłam przyzwyczajona do jedzenia zup. Moja Mama gotowała je często, żeby dzieci zjadły coś pożywnego i zdrowego między śniadaniem a obiadem. "Wyrosłam" na zupach tradycyjnych, ze startymi warzywami i ziemniakami w kostkę. Zawsze była w nich głębia smaku, którą ciężko jest mi odtworzyć, kiedy próbuję stworzyć takie sama. Choć zakochana jestem w buraczkowej, to były też ogórkowa, kapuśniak, krupnik, fasolowa, jarzynowa, grochowa, a latem chłodnik, pomidorowa ze świeżych pomidorów i owocowa z makaronem. Kiedy podrosłam, zupy w naszym domu gościły coraz rzadziej, aż urodziły się wnuczki, które krzyczą: "Ogórkowa moja ulubiona" i moja Mama znów nastawia wywar i ściera warzywa. 
W języku angielskim istnieje takie wyrażenie jak comford food. W ten sposób określa się potrawy, które wywołują nostalgię, przypominają o domu, do których mamy pewien sentyment. Moje comfort food zdecydowanie stanowią zupy. Kiedy intensywnie przygotowywałam się do matury, Mama przejęła stery w gotowaniu i spełniała moje życzenia. Gdy cały dzień spędzałam poza domem, zwykle ucząc się do wieczora w bibliotece, chowałam do plecaka kubek termiczny z ciepłą zupą i choć na chwilę mimo stresu i zmęczenia robiło się ciepło na sercu. 
Do dziś miłość do wyjadania gęstego płynu z miseczki mi pozostała. Te "tradycyjne" gotuję bardzo rzadko, moje niestety nie dościgną ideału Mamy. Sięgam po nowe smaki. Upodobałam sobie krem z buraka i czerwonej kapusty ze śmietaną chrzanową (przepis), wszelkie kremy z pieczonej dyni z różnymi dodatkami oraz właśnie zupy soczewicowe. Moją pierwszą była ta (przepis) i na stałe się u nas zadomowiła. Ta z mleczkiem kokosowym ma ciekawy smak, a trawa cytrynowa nadaje jej niepowtarzalnego aromatu. Z racji tego, że aktualnie mieszkam w Warszawie, nietrudno mi o dostępność tego produktu, Kupuję ją w sklepie przy wietnamskiej restauracji z boku Hali Mirowskiej. Gorąco polecam na gorąco :)

SKŁADNIKI:
2 szkl czerwonej soczewicy
2 duże ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
2 łyżeczki świeżo startego imbiru
3 łodygi świeżej trawy cytrynowej, pokrojonej na cienkie plasterki
1 papryczka peperoni, pokrojona na półplasterki i pozbawiona nasion (chyba że lubimy ostre)
2 szalotki lub zwykłe mniejsze cebule, drobno posiekane
1/2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka roztartych w moździerzu nasion kolendry (lub mielonej)
1 łyżeczka kozieradki w proszku
2 łyżeczki nasion musztardowca (czarnej gorczycy)*
1 puszka pomidorów
1 puszka mleczka kokosowego (patrzcie na skład, moje zawiera jedynie ekstrakt z kokosa i wodę)
1 łyżka oleju kokosowego (lub innego do smażenia)
6 szklanek wody
sól morska
limonka

Do podania; świeża kolendra

  1. W dużym garnku z grubym dnem rozgrzej olej kokosowy. Dodaj pokrojoną cebulę, chili, trawę cytrynową i imbir i chwilę podsmaż, po czym dodaj przyprawy (kurkumę, kolendrę, kozieradkę, nasiona musztardowca). Po kilkunastu sekundach wrzuć pomidory z puszki i zagotuj, aby zebrały wszystkie przyprawy i aromaty.
  2. Dodaj soczewicę i wodę i dopraw solą. Przykryj garnek i gotuj do momentu, aż soczewica będzie miękka i zacznie się rozpadać. Wtedy wlej mleczko kokosowe i wymieszaj. Dopraw w razie potrzeby dodatkową solą. i sokiem z limonki.
  3. Podawaj z listkami świeżej kolendry. Smacznego!

*do kupienia w sklepach z żywnością ekologiczną


środa, 10 lutego 2016

Somen z selerem naciowym, tofu, kukurydzą, dymką i sosem sojowym


Makaron somen odkryłam przez przypadek, kupując ukochaną przeze mnie sobę (cieniutki makaron z mąki gryczanej). Ten jest delikatny w smaku i strukturze, doskonale chłonie sos. Jako że nie jestem fanką ryżowego, którego na dziale z azjatycką żywnością zwykle sporo, szukam innych alternatyw dla tradycyjnego włoskiego makaronu (absolutnie nie próbuję stwierdzić, jakobym go nie lubiła, jest wręcz przeciwnie, lecz czasem warto spróbować czegoś nowego)

Tę potrawę stworzyłam już długi czas temu, chciałam zrobić coś z tym zachwalanym przez wszystkich wegan tofu (włączając w to moją współlokatorkę). Choć do tego dania pasuje, to mimo wszystko nie zostanę jego zwolennikiem i nadal będę się upierać, że czasem smakuje jak ciastolina dla dzieci. Wiem jednak, że po świecie chodzą jego miłośnicy, więc to Wam dedykuję ten przepis.

SKŁADNIKI (na 1 porcję):
porcja  (ok. 80g) makaronu somen lub innego pszennego azjatyckiego
100g tofu (użyłam wędzonego, ale to nie ma większego znaczenia)
1/2 łyżki oleju kokosowego
1/2 czerwonej papryczki pepperoni, pozbawionej  nasion i pokrojonej na plasterki
2-3 dymki posiekane, biała i zielona część osobno
1 ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę
2 łodygi selera naciowego, pokrojone na plasterki
3 łyżki kukurydzy z puszki i 1-2 łyżki płynu po jej odsączeniu
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka soku z limonki
1 jajko ugotowane na miękko (opcjonalnie)


  1. Wymieszaj sos sojowy z sokiem z limonki i umieść w nim pokrojone na sześciany tofu. Odstaw na bok.
  2. Tofu wyjmij z sosu (ale go nie wylewaj). Na patelni rozgrzej olej kokosowy i przesmaż na nim tofu, by nabrało złocistego koloru. Zdejmij je z patelni i odstaw na bok. 
  3. Na olej (w razie potrzeby dodaj go więcej) dodaj białą część dymki, papryczkę i czosnek. Podsmaż przez chwilę, po czym dorzuć seler i zalej pozostawionym sosem sojowym z sokiem z limonki. Duś na średnim ogniu przez chwilę, ale aby seler nie stracił chrupkości. W tym czasie ugotuj makaron w osolonej wodzie zostawiając jej trochę po ugotowaniu. 
  4. Na patelnię dodaj kukurydzę i 1-2 łyżki płynu po jej odsączeniu oraz tofu. Podgrzej. Wrzuć makaron na patelnię z dodatkami, wymieszaj i w razie potrzeby dodaj trochę wody pozostawionej po gotowaniu makaronu. Podawaj z ugotowanym na miękko jajkiem, posypane zieloną dymką. Smacznego!

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Curry z bananem


O kuchni indyjskiej zawsze myślałam stereotypowo - różne kolory curry, ryż, mango lassi i tyle. Moje podejście zmieniło się o 180 stopni, gdy przyjaciółka, pasjonatka indyjskiego jedzenia, zabrała mnie do restauracji, gdzie przejrzałam na oczy. Polubiłam te smaki i zaczęłam chętnie odwiedzać indyjskie przybytki. Zwykle na początku na stole pojawiają chrupiące papadamy, z różnymi sosami. Za tym akurat nie przepadam, ale idźmy dalej. Z Natalią wypracowałyśmy sobie taki system, że zawsze jedna z nas zamawia ostry sos, z papryką, pomidorami i przyprawami, a druga kremowy, delikatny w smaku. A do tego czosnkowe chlebki naan albo bathura (nasze nowe odkrycie, czyli chlebek wyglądający jak balonik). Całość lubię popijać domową lemoniadą albo herbatą miętową z miodem. Szczególnie te kremowe sosy przypadły mi do gustu. Ich sekretem są zmielone nerkowce i liście kozieradki (w tym przepisie zrezygnowałam, bo nie chciałam zniechęcać Was trudno dostępnym składnikiem, ale dałam ziarna). Pokochałam to maczanie chlebków w kolorowych sosach i wymienianie się ze znajomymi. To niesamowity widok, kiedy na stole lądują pachnące kociołki i chlebki. Wszystkich sceptyków zachęcam do dania szansy tej kuchni, bo naprawdę warto. Często te indyjskie restauracyjki są przez nas omijane, nieświadomych tego, co kryją.

W czasie moich grudniowych wędrówek po Berlinie, w ukochanej przeze mnie dzielnicy Prenzlauer Berg, natknęłyśmy się na indyjską (a jakże) knajpkę z wielkim napisem na oknie: Banana curry. To mnie przekonało, bo w żadnym menu jeszcze tego nie spotkałam. Śmiałyśmy się, że znów wylądowałyśmy na indyjskim jedzeniu, ale to było naprawdę dobre. Obiecałam, że opracuję przepis w domu. I tadam, oto i on. Wyśmienite, delikatne, bananowe. Baaardzo polecam.

Składniki (na 1 porcję, ale polecam zrobić od razu więcej)
1 duży banan
1 łyżka oleju kokosowego lub innego, neutralnego w smaku
1 łyżeczka świeżo startego imbiru
1 duży ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę
1/2 łyżeczki utartych w moździerzu lub zmielonych ziaren kolendry
1/2 łyżeczki mielonych ziaren kozieradki
1/3 łyżeczki kurkumy
szczypta chili w proszku
szczypta cynamonu
120g passaty pomidorowej (lub zmiksowanych pomidorów z puszki)
25g śmietanki kremówki
35g uprażonych na suchej patelni zmielonych nerkowców (można je zmielić np w maszynce do kawy, albo wymieszać z passatą pomidorową i zmiksować w blenderze)
sól

do podania: ryż ugotowany na sypko


  1. Banana pokrój na plasterki grubości ok. 1 cm.
  2. Na patelni rozgrzej olej kokosowy. Dodaj czosnek oraz imbir i smaż przez chwilę na średnim ogniu. Dodaj kolendrę, kozieradkę, kurkumę, cynamon i chili, wymieszaj i podsmaż przez kilkanaście sekund, po czym dorzuć banany i lekko je obsmaż. Bardzo ważne jest, aby imbir i czosnek się nie przypaliły. 
  3. Zalej całość passatą pomidorową i dodaj nerkowce. Trzymaj na ogniu ok. 2-3 minuty., Dopraw solą i na końcu, po zdjęciu z ognia zalej śmietanką i wymieszaj. Podawaj z ryżem ugotowanym na sypko. Smacznego.



poniedziałek, 18 stycznia 2016

Ananasowy budyń z kaszy jaglanej z marakują


Długo nie lubiłam kaszy jaglanej i nie mogłam zrozumieć jej fenomenu, Pomimo swych zdrowotnych właściwości, była dla mnie mdła, bez wyrazu, a na dodatek nijak wpisywała się w moją dietę opartą o niski indeks glikemiczny. Kojarzyłam ją jako posiłek pań próbujących schudnąć i wegan. Przełom nastąpił podczas jednego z moich staży kulinarnych. W restauracji, w której pracowałam, jedno z dań wegetariańskich opierało się właśnie na tej niepozornej kaszy. Wymieszana z palonym masłem i puree z kukurydzy, z dodatkiem kurek smażonych na maśle z tymiankiem i czosnkiem, a całość przełamana chili. Smakowała wybornie. Ugotowana w dużej ilości wody i przepłukana zimną wodą po ugotowaniu była sypka i nie przypominała tej kleistej, dającej się kroić nożem postaci, do jakiej przywykłam. Objawienie!

Od niedawna kaszy jaglanej nie może zabraknąć w mojej szufladzie z ziarnami. Po tym, jak miałam przyjemność uczestniczyć w wykładzie o kuchni pięciu przemian i zrozumiałam, jak ważne jest ciepłe śniadanie zimową porą, zamieniłam płatki owsiane zalewane woda na ugotowaną kaszę jaglaną. Prażę ją przez chwilę na dnie garnka, aby straciła gorycz, po czym gotuję do miękkości. Podaję z podduszonym jabłkiem, cynamonem i odrobiną jogurtu naturalnego. Jem tak niemalże codziennie. Dodatkowo ma działanie odśluzowujące nasz organizm, co też ma znaczenie, gdy na dworze mróz.

Do budyniu z kaszy też musiałam się przekonać, Moja pierwsza próba wylądowała w śmietniku. Nie dogotowałam kaszy i miksowałam ją ręcznym blenderem, który nie do końca dał sobie radę z niczym nie rozcieńczoną kaszą. Niedawno zrobiłam z przepisu, z sokiem z jabłek, świeżym jabłkiem i rodzynkami. To już było super i zachwycona podzieliłam się ze współlokatorką. Chciałam zrobić własną wariację na temat. Mango i marakuja nie do końca się udało, ale sok z ananasa już tak. Jeśłi jeszcze nie próbowaliście takiego budyniu, musicie koniecznie go przygotować,



Składniki (na 1 porcję lub 2 mniejsze, deserowe):
1/4 szklanki kaszy jaglanej
1/2 szklanki mleka
szczypta soli
1/2 szklanki świeżego soku z ananasa
1 marakuja
1/2 łyżeczki miodu
sok z połówki cytryny
kilka kropel ekstraktu z wanilii


  1. Wsyp kaszę do garnuszka. zalej wodą, pomieszaj i odlej płyn. Powtórz tę czynność. Możesz to zrobić także za pomocą sitka. Chodzi o to, aby wypłukać kaszę, Zalej kaszę mlekiem i dodaj szczyptę soli. Przykryj, zagotuj i na małym ogniu gotuj, aż kasza wchłonie płyn. Jeśli do tego czasu nie zmięknie wystarczająco, dodaj trochę wody i gotuj, aż będzie miękka. 
  2. W misie miksera umieść sok z ananasa, ugotowaną kaszę, ekstrakt z wanilii i miód, Zmiksuj. Dodaj do smaku sok z cytryny i w razie potrzeby jeszcze miodu. Miksuj tak długo, aż uzyskasz gładki krem przypominający budyń. Podawaj z marakują. Smacznego!


poniedziałek, 30 listopada 2015

Aromatyczne kuleczki warzywne w pomidorowym sosie z imbirem i tamaryndowcem


Od niedawna mieszkam w Warszawie. Przyszło mi dzielić pokój z przyjaciółką, która jest weganką. Upodobała sobie wegańskie pulpeciki z Ikei i potrafiła jechać tam specjalnie przez 40 minut, aby kupić kilogramową paczkę i mieć zapas w zamrażarce. Od razu postawiłam sobie wyzwanie i zadeklarowałam, że zrobię własnoręcznie lepsze. Starłam drobno warzywa i dodałam ugotowanej kaszy jaglanej. To jednak nie wystarczyło, aby uformować kuleczki i już chciałam dodać jajko, ale w porę oprzytomniałam i wyciągnęłam z szuflady mąkę z ciecierzycy. Choć wyjęte prosto z pieca trochę się rozlatują, to po niedługim czasie możemy spokojnie wziąć je w dłonie. Przez pisanie tego posta, nabrałam ogromnej ochoty, aby je teraz zjeść. Szkoda, że warzywniak nieczynny po 22...

SKŁADNIKI (na ok. 16 kulek)
1 łyżka oleju (najlepiej kokosowego)
1 cukinia
1 średniej wielkości marchew
1 czerwona papryka
1 cebula
kilka gałązek świeżego tymianku
sos sojowy
1/4 szklanki kaszy jaglanej
4 łyżki mąki z ciecierzycy (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością)
1 pęczek natki pietruszki
1/2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka suszonego lubczyku
1/2 łyżeczki suszonego rozmarynu
1/2 łyżeczki suszonego cząbru
1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
odrobina chili w proszku (polecam także suszone papryczki jalapeno)
4 łyżki kukurydzy z puszki
sól i pieprz
sezam
oliwa lub olej rzepakowy

Sos:
2 puszki pomidorów
2 ząbki czosnku
kawałek imbiru (wielkości kciuka)
1/2 łyżeczki pasty z tamaryndowca
1/2 łyżeczki kurkumy
1-2 łyżeczki cukru
sól i świeżo zmielony czarny pieprz

  1. Cukinię i marchew zetrzyj na tarce o drobnych oczkach. Posiekaj drobno cebulę. Paprykę pokrój w niewielką kosteczkę. Na patelni rozgrzej olej. Dodaj cebulę wraz z listkami świeżego tymianku. Gdy cebula się zeszkli, dodaj paprykę , a po chwili marchew i cukinię. Dopraw sosem sojowym i smaż przez kilka minut.. Odstaw na bok do ostudzenia.
  2. Kaszę jaglaną upraż na suchej patelni, aby pozbyć się goryczy, po czym ugotuj w niewielkiej ilości osolonej wody. Absolutnie nie płucz po ugotowaniu - kasza ma być kleista, aby połączyć warzywa.
  3. Do dużej miski przełóż warzywa i kaszę jaglaną. Dodaj przyprawy, mąkę z cieciorki i kukurydzę oraz posiekaną natkę pietruszki. Wszystko wymieszaj ze sobą i dopraw solą, pieprzem i sosem sojowym do smaku.
  4. Z tak powstałej masy ulep kuleczki wielkości piłki do ping ponga. Obtaczaj je w ziarnach sezamu i układaj w naczyniu żaroodpornym, na którego dno wylej oliwę. Obtaczaj delikatnie kuleczki w oliwie. Piecz w 180stC przez około godzinę. Po tym czasie pozostaw je poza piekarnikiem do lekkiego ostygnięcia, aby przestały się rozpadać.
  5. W czasie pieczenia kuleczek przygotuj sos. Zmiksuj pomidory z puszki. Zetrzyj czosnek i imbir i podsmaż je krótko na odrobinie oleju. Dodać pastę z tamaryndowca i kurkumę. Zalej wszystko pulpą pomidorową. Dopraw cukrem, solą i pieprzem i gotuj na wolnym ogniu przez ok. 20 minut. 
  6. Kuleczki podawaj z sosem. Smacznego!





piątek, 20 listopada 2015

Granola dyniowo-pomarańczowa


Uwielbiam granolę. Od lat raczę się nią na śniadanie. Kiedyś z mlekiem, dziś chętniej z jogurtem i miodem. Czasem z dodatkiem sezonowych owoców, innym razem z mieszanką suszonych. Jako mała dziewczynka zajadałam się przeróżnymi smakami płatków śniadaniowych. Ubogich w błonnik i wartościowe składniki, bogatych w cukry proste i syrop glukozowo-fruktozowy. Potem był czas kupnych musli i granoli. Dziś przeważnie piekę je sama i mam stuprocentowy wpływ na to, co znajdzie się w mojej misce. 

Pomysł na to, aby do płatków dodać dynię podsłyszałam w Food Lab Studio Grzegorza Łapanowskiego. Razem z grupą fajnych młodych ludzi z grupy Slow Food Youth, do której od niedawna należę, piekliśmy tam granolę na akcję charytatywną "Kucharze dzieciom".  Jedną z nich była właśnie taka dyniowa. Postanowiłam więc upiec własną wersję. Puree dyniowe doskonale zlepia ze sobą płatki owsiane, co pozwala cieszyć się większymi kawałkami. Smak wzbogaciłam cynamonem i skórką z pomarańczy. Wyszło świetnie. Przepis wart wypróbowania. 


SKŁADNIKI:
400g płatków owsianych
300g obranej i wydrążonej dyni
150g orzechów laskowych, pokrojonych na połówki
3 łyżki siemienia lnianego
90g oleju kokosowego
150g miodu
1 czubata łyżeczka cynamonu
skórka starta z jednej pomarańczy
sok z 1/2 pomarańczy
kilka kropel ekstraktu z wanilii
szczypta soli

  1. Pokrój dynię na mniejsze kawałki. W rondelku roztop olej kokosowy i miód. Zmiksuj olej, miód, sok i skórkę z pomarańczy,, ekstrakt z wanilii, sól oraz dynię na puree.
  2. Wymieszaj wszystkie składniki ze sobą.
  3. Nagrzej piekarnik do 150stC. Wyłóż granolę na blachę z papierem do pieczenia i piecz ok 1,5h, aż będzie rumiana i chrupiąca. Mniej więcej po 30 minutach delikatnie przemieszaj i powtarzaj to co 10-15 minut, starając się nie rozdrabniać zbytnio kawałków.
  4. Wystudzoną przełóż do słoika i trzymaj szczelnie zamkniętą, by nie chłonęła wilgoci z powietrza. Moja propozycja podania: z podsmażonym jabłkiem, jogurtem, sosem daktylowym i zmielonymi orzechami. 

  

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Chłodny krem z pora i awokado


Niektórzy może podejdą do tego przepisu z rezerwą. Zapewniam jednak, że jest wspaniały, gęsty i pięknie prezentuje się w szklankach, udekorowany kawałkami awokado. Ważne jest, by zadbać o jakość składników. Użyłam mojego domowego bulionu z indyka oraz bardzo dojrzałego awokado odmiany hass. To propozycja na idealną przystawkę, która pozwoli zaspokoić pierwszy głód.

SKŁADNIKI (na 4 porcje)
2 łyżki oliwy
1 por (biała i jasnozielona część), pokrojony na półplasterki
1 cebula, drobno posiekana
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
odrobina białego wytrawnego wina
1 średniej wielości ziemniak (ok 150g), obrany i pokrojony w kosteczkę
bouquet garni (gałązki tymianku, liść laurowy i gałązka natki pietruszki związane razem)
750 ml bulionu z drobiowego lub warzywnego
1 duże awokado + dodatkowe do przyozdobienia
sok z 1/2 cytryny lub do smaku


  1. Rozgrzej na patelni oliwę. Dodaj pokrojone por i cebulę oraz odrobinę soli. Po chwili przykryj i podduś warzywa na bardzo małym ogni przez ok. 5 minut, od czasu do czasu mieszając.
  2. Zdejmij pokrywkę, delikatnie zwiększ ogień pod patelnią i dodaj chlust wina. Poczekaj aż płyn zacznie bulgotać i zredukuje się do konsystencji syropu.
  3. Dodaj pokrojonego ziemniaka i bouquet garni, Wlej bulion i jeśli potrzeba, dopraw solą i pieprzem.Zagotuj, przykryj i duś tak przez ok. 10-15 minut na niewielkim ogniu, po czym pozostaw do całkowitego wystygnięcia.
  4. Przekrój awokado na pół i usuń pestkę. Używając łyżki wyjmij miąższ i umieść go w blenderze. Dodaj połowę wystudzonej zawartości patelni, usuwając z niej wcześniej bouquet garni i zmiksuj na gładką masę, po czym dodaj pozostałą część i zmiksuj całość.
  5. Dopraw solą, pieprzem i sokiem z cytryny do smaku. Podawaj przyozdabiając kawałkami dojrzałego  awokado. Możesz przed podaniem jeszcze schłodzić zupę, ale nie jest to konieczne.
  6. Jeśli nie zużyjesz całej zupy za jednym razem, resztę przechowuj w lodówce, dokładnie przykrywając folią spożywczą, aby awokado nie straciło swojego pięknego koloru. Smacznego!

Przepis pochodzi z książki Gordona Ramsay'a "Ramsay's best menus"

niedziela, 13 lipca 2014

Kuskus z cukinią, dymką i imbirem


Jak wspominałam już na facebook'u, pierwsze dni wakacji spędziłam w Portugalii. We czwórkę znajomych wspaniale spędziliśmy ten czas, rozkoszując się uroczym miastem i lokalną kuchnią, w której królują grillowane ryby i świeże owoce morza. Wspaniale było doświadczyć życia miasta, szczególnie wieczorem, kiedy to restauracje i małe, domowe knajpki zapełniają się ludźmi. To, co mnie urzekło to prosta, lokalna kuchnia, bazująca na świeżych składnikach (ryby i owoce morza, które chcemy zamówić, możemy zobaczyć wyłożone na lodzie, zanim powędrują na ruszt). W Lizbonie pełno jest uroczych, malutkich knajpek, gdzie żywią się głównie miejscowi, a my mogliśmy poznać, jak jedzą na co dzień. Z regionalnych przysmaków polecam m.in. Bacalhau à Brás, czyli kawałki solonego dorsza z cieniutko startymi ziemniakami, cebulą, czarnymi oliwkami i natką pietruszki oraz grillowane sardynki. Moi współtowarzysze upodobali sobie także jedną cukiernię, w której niemal codziennie kupowali ciastka. Głównym składnikiem deserów w Portugalii jest budyń, który pojawia się prawie wszędzie. Wiele ciastek bazuje na cieście francuskim.  Nie brak również wspaniałych alkoholi wśród których upodobaliśmy sobie porto, sangrię (może to hiszpańskie, ale jest praktycznie w każdej knajpce), moscatel de setubal, którego kosztowaliśmy w najstarszej portugalskiej winnicy i owocowe drinki, wśród których najpopularniejsza jest caipirinha. Zdjęcia niektórych potraw znaljdziecie na moim INSTAGRAMIE.

Po długiej podróży, a potem przespaniu połowy dnia, zapragnęłam lekkiego posiłku. W lodowce czekały dwie ekologiczne cukinie, z których szybko przygotowałam zdrową obiadokolację. Czasami robię sobie na lunch taką cukinię, ale bez kuskusu. Kroję ją wtedy w trochę grubsze plastry i zajadam jeszcze ciepłą.

SKŁADNIKI (na 2 porcje):
1 średniej wielkości cukinia
3/4 szklanki kuskusu, najlepiej razowego
2 dymki wraz ze szczypiorkiem
kawałek świeżego imbiru, wielkości kciuka
1 cytryna
sól morska
1 łyżka oleju kokosowego lub oliwy
oliwa extra vergine


  1. Odkrój od dymek korzonki i posiekaj. Zielone części przełóż do miseczki. Sparz cytrynę wrzącą wodą. Cukinię pokrój na cienkie półplasterki.
  2. Na patelni rozgrzej olej kokosowy. Wrzuć do niego białą dymkę i chwilę zeszklij. Dodaj starty imbir i startą skórkę z cytryny.  Po chwili dodaj cukinię, chwilę podsmaż,posól,  po czym zmniejsz ogień i przykryj całość przykrywką. Co jakiś czas zamieszaj zawartością patelni.
  3. W międzyczasie zagotuj wodę. Wsyp kuskus do miski, posól go i zalej 3/4 szklanki wody. Przykryj talerzem i poczekaj, aż wchłonie całą wodę. Jeśli po tym czasie będzie wydawał Ci się trochę za twardy, dolej jeszcze wrzącej wody i ponownie przykryj talerzem.
  4. Gdy cukinia zmięknie, przełóż ją do miski z kuskusem. Dodaj odrobinę soku z cytryny, posiekany szczypiorek oraz oliwę i wymieszaj. Smacznego!


poniedziałek, 23 czerwca 2014

Penne z pesto, awokado, fetą i mietą


Kiedy patrzę wstecz na moją niedługą na razie przygodę z gotowaniem widzę, jak zmienia się moje podejście, ile rzeczy już sobie wypracowałam. Teraz przede wszystkim staram liczyć się z naturą, dostosowywać menu do tego, co akurat daje przyroda. Wychodzę z założenia, że to, co rodzi Ziemia jest dobre, a więc człowiek nie musi tego ulepszać. Bacznie przyglądam się wszelkim etykietom, mam kilka miejsc, w których kupuję konkretne produkty. Rozmawiam ze sprzedawcami, a potem z ufnością do nich wracam bo wiem, że starają się, aby dać klientowi jak najlepszy produkt. Wprawdzie większość zakupów robią moi rodzice według starannie sporządzonej przeze mnie listy, ale wiedzą, gdzie najlepiej kupować, bo często mówię, skąd wziąć konkretne rzeczy. I tak oto mam "swój" sklep Nemo na Chopina, gdzie kupuję zawsze świeże i wędzone ryby, mrożone krewetki oraz wspaniałe śledzie gajowego. Najlepsze mięso bierzemy z Akademii Rolniczej, bądź ze sklepu ze zdrową żywnością na "Zakolu". Sklep ten prowadzą przemiłe Panie, które rzeczywiście znają się na rzeczy. Pamiętam, jak chodziłam tam po kozie mleko z Wołczkowa i na wejściu od razu usłyszałam "Dzień dobry, mleko już na Panią czeka". Wracając ze szkoły zwykle przechodzę przez rynek i zapoznaję się z aktualnie dostępnymi owocami i warzywami. Tam kupuję zawsze orzechy i suszone owoce na wagę, a do jednego sklepu często wpadam tylko po owoc granatu, który stamtąd o wiele bardziej mi smakuje niż skądinąd. Do tego dochodzą jeszcze cotygodniowe dostawy ekologicznych warzyw od państwa Dobrodziejów.

Przeczytałam kiedyś, że o ile niedawno gastronomia opierała się na technice, teraz wszystko kręci się wokół produktu, który powinien być jak najlepszej jakości. Staram się więc wybierać te , które są moim zdaniem najlepsze. W poniższym daniu chociażby. Awokado polecam odmiany hass, lepiej smakuje. Fetę to tylko tę z mleka owczego i koziego, oznaczoną znakiem Chronionej Nazwy Pochodzenia. Jedyne kupne pesto, które z czystym sumieniem mogę polecić, to te ekologiczne, które można kupić w Rossmannie. Nie dość, że smakuje idealnie, to jeszcze nie ma dodatków typu mąka, cukier czy ziemniaki, bo i takie się zdarzają. A mięta najlepsza ta ogródkowa oczywiście :)


SKŁADNIKI (na 3 porcje):
250g makaronu penne lub rigatoni
1 mały słoiczek pesto verde (alla genovese)*
1 i 1/2 dojrzałego awokado (najlepiej odmiany hass)
kawałek oryginalnej fety
garstka listków świeżej mięty
oliwa extra vergine

*gorąco polecam pesto ener BIO (do nabycia w Rossmannie)


  1. Ugotuj makaron al dente.
  2. W międzyczasie delikatnie wyjmij miąższ z awokado i pokrój go w plasterki.
  3. Ugotowany makaron wymieszaj z pesto. Na wierzch połóż plasterki awokado, dodaj pokruszoną fetę i posiekaną miętę. Całość skrop oliwą i od razu podawaj. Smacznego!

niedziela, 8 czerwca 2014

Sałata z marchewką, fetą i kolendrą, z aromatem czosnku niedźwiedziego


Po deszczowym tygodniu nadeszły gorące dni. Słońce mocno przygrzewa, a każde wyjście z domu kończy się marzeniem o zimnym prysznicu. Pomimo upału, ponad 4 tysiące rowerzystów wzięło udział w dzisiejszym Święcie Cyklicznym. Chcemy pokazać, że jest nas dużo, że warto inwestować w nowe ścieżki rowerowe i inne udogodnienia, a na drodze powinniśmy być poważnie traktowani. To wspaniałe uczucie, kiedy można wspólnie przejechać ulicami rodzimego miasta, jest wtedy uczucie wspólnoty. Imprezie towarzyszyło moje ukochane Cafe Rower, czyli kawiarnia na rowerze oraz kawiarnia Stojaki, która miała dziś swoją prapremierę. Jest ona skierowana dla miłośników poruszania się po mieście rowerem bądź innymi środkami transportu za wyjątkiem samochodu. Będzie też można nieodpłatnie rower wypożyczyć. Dziś rozdawali kawę i robioną na miejscu lemoniadę "za uśmiech" oraz sprzedawali różne przekąski. Choć nie mogłam tam dzisiaj być, na pewno niedługo po oficjalnym otwarciu odwiedzę to miejsce. Na rowerze oczywiście.

Kiedy na dworze skwar, nie chce się jeść niczego ciężkiego. Pochłanianie góry sałat i owoców oraz hektolitrów wody bądź lemoniady jest jak dla mnie świetną alternatywą. Proponuję Wam zatem mój nowy pomysł na sałatkę, która ostatnio często gości na naszym stole.U mnie oprócz popularnych sałat: rzymskiej i batawskiej znalazły się też pak choi wraz z widocznymi na zdjęciu żółtymi kwiatkami oraz nieznana mi wcześniej rzeżucha ogrodowa. Każdy może skomponować sobie swój własny mix sałat wedle upodobań i dostępności produktów.

SKŁADNIKI:
mix ulubionych sałat (np. lodowa, rzymska, masłowa, batawska, dębowa, fryzyjska, rzeżucha ogrodowa)
2 marchwie, obrane i starte na cienkie plasterki
100g oryginalnego sera feta
pęczek świeżej kolendry
2-3 łyżki oliwy aromatyzowanej czosnkiem niedźwiedzim*
sok z niecałej połowy limonki
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz

*czosnek niedźwiedzi należy posiekać, zalać oliwą i zostawić na kilka dni w lodówce.


  1. Porwij sałatę, opłucz i wysusz. Dodaj do niej pasterki marchewki i pokruszoną fetę.
  2. Kolendrę lekko posiekaj i dodaj do sałatki
  3. Wymieszaj oliwę z sokiem z limonki i dokładnie zmieszaj z sałatą.
  4. Dodaj świeżo zmielony czarny pieprz i według uznania odrobinę soli. Smacznego!!!

piątek, 16 maja 2014

Rukola z winogronami, selerem naciowym, orzechami włoskimi i kozim serem, w winno-miodowym dressingu

W Polsce jemy wciąż za mało warzyw. Chociaż popularne są u nas surówki, jednak wielu Polaków zadowala się małą ilością, upchniętą między mięso i ziemniaki. Od kiedy pamiętam, u mnie w domu do obiadu była wielka micha sałatki. Z dzieciństwa najbardziej przypominam sobie startą marchewkę z jabłkiem. Jeśli znalazły się w niej cząstki grejpfruta lub pomarańczy, walczyliśmy o nie z bratem, wybierając je z sałatki. Latem prawie codziennie był koktajl z truskawek i góra fasolki szparagowej z bułką tartą. Pochłanialiśmy tego olbrzymie ilości. Nie zmusimy wroga warzyw do tego, aby zjadał sałatę skropioną oliwą. Sałatka musi być ciekawa w smaku, być jedzona z czystej przyjemności. W domu staram się wymyślać coraz to nowe sałatki i dressingi. Mam szczęście, że moi domownicy tak jak ja uwielbiają chrupać warzywa i liście. Co tydzień dostajemy ekologiczne sałaty, więc tym bardziej wychodzi to na zdrowie. Będę co jakiś czas umieszczać na blogu moje pomysły na niebanalne sałatki, a jeśli Wy macie jakieś ciekawe przepisy, podzielcie się nimi.


SKŁADNIKI (na 2 porcje):
spora garść rukoli
mała kiść czerwonych winogron
2 łodygi selera naciowego
garść orzechów włoskich
1 łyżka oleju z orzechów włoskich lub oliwy
1 łyżka czerwonego wina
1 łyżeczka octu z czerwonego wina
1 łyżeczka miodu
świeżo zmielony czarny pieprz

opcjonalnie: ser kozi

  1. Umyj, a następnie osusz sałatę. Umyte winogrona poprzekrawaj na pół, możesz wyjąć z nich pestki. Orzechy upraż na suchej patelni. Odkrój końcówki selera i pokrój go  w poprzek.
  2. Przygotuj dressing: dokładnie wymieszaj ze sobą olej, wino, ocet i miód.
  3. Umieść rukolę w dużej misce i wymieszaj z pozostałymi składnikami. Dopraw świeżo zmielonym pieprzem. Możesz dodać na wierzch kozi ser. Smacznego!



niedziela, 11 maja 2014

Krem z marchwi z mleczkiem kokosowym i imbirem


Po wyjazdowej przerwie powracam do blogowania. W głowie siedzi dużo kulinarnych pomysłów, których realizację wciskam w wolnej chwili pomiędzy szkołą, dodatkowymi zajęciami i nauką. W maj wkroczyłam z myślą, że w tym roku cieszę się wolnymi dniami w czasie matur, a za rok kolej na mnie. Ogrom wiedzy, którą trzeba odświeżyć i jeszcze drugie tyle przyswoić przeraża. Na razie mogę jednak spokojnie cieszyć się wiosną w pełnym rozkwicie, podziwiać kwiaty, słuchać śpiewu ptaków i gotować z pojawiających się pierwszych tegorocznych warzyw. W obieg poszły już szparagi, z niecierpliwością czekam na dostawę ekologicznej botwinki na chłodnik.Na rynku pojawił się już rabarbar, a lada dzień będziemy zajadać się polskimi truskawkami. Korzystajcie z wiosny, bo nie potrwa długo!

Moja dzisiejsza propozycja to pierwsze, co wpadło mi do głowy, kiedy musiałam zrobić coś z kilogramem marchwi. Delikatna marchewka z subtelnym i kremowym mleczkiem kokosowym, podkręcona imbirem. Tego było mi potrzeba.

SKŁADNIKI (na 4-6 porcji zupy):
1 kilogram marchwi
1 litr bulionu warzywnego lub drobiowego
150ml mleczka kokosowego (wymieszaj zawartość puszki)
kawałek imbiru wielkości kciuka lub więcej, według uznania
sól i świeżo zmielony czarny pieprz

wiórki kokosowe do posypania


  1. Zagotuj bulion w garnku. Obierz marchewki i pokrój na mniejsze kawałki. Wrzuć do bulionu i gotuj do miękkości. 
  2. Zmiksuj całość blenderem, po czym dodaj mleczko kokosowe, starty imbir i dopraw solą i pieprzem do smaku.
  3. Podawaj posypane wiórkami kokosowymi. Smacznego!



środa, 23 kwietnia 2014

Soczewica z bakłażanem i melasą z granatów


Wszelkie dania jednogarnkowe to idealna propozycja dla zabieganych. Kiedy chcemy po przyjściu z pracy/szkoły szybko zjeść obiad i zająć się czymś innym, warto przygotować sobie posiłek dzień wcześniej. W tygodniu często tak robię. Wiele takich dań wymaga jedynie wymieszania składników i duszenia przez długi czas, w którym można popracować lub odpocząć.  Zdarzyło mi się, że nastawiłam ogień pod wołowiną, poszłam biegać, a jak wróciłam, dom przesiąknięty był przemiłym aromatem, a mięso prawie gotowe. Następnego dnia wystarczy odgrzać, dodać ewentualnie dodatki w postaci ryżu, kaszy, ziemniaków czy co tam lubicie, zrobić szybką sałatkę i pyszny, pożywny obiad gotowy. Można także przygotować takie danie, gdzie w jednym garnku znajdzie się mnóstwo warzyw, jakieś węglowodany, np. soczewica, kasza i ewentualnie mięso. Do takiego dania nic już nie potrzeba dodawać. Po przyjściu do domu podgrzewamy i zajadamy (w moim przypadku zawsze z miski i malutką łyżeczką, jakoś tak lepiej mi smakuje :P) 

Przedstawiam Wam propozycję na niebanalne danie jednogarnkowe. Miałam nadmiar soku z granatów, który ostatnio wykorzystuję do różnych potraw. Zredukowany jest źródłem kwasowości, doskonale podkręcającym soczewicę i bakłażana. Nic, tylko jeść :)

SKŁADNIKI (na 2-4 porcje):
200g brązowej soczewicy
1 bakłażan
400g passaty pomidorowej (można po prostu zmiksować puszkę pomidorów)
300ml soku z granatów
1 cebula
1 duży ząbek czosnku
1 papryczka pepperoni
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
1/3 łyżeczki nasion kminu rzymskiego
świeży tymianek
oliwa

Do podania: jogurt i świeża mięta



  1. Bakłażana pokrój w kostkę, posól i pozostaw na sitku.Gotuj sok z granatów na niewielkim ogniu, aż zredukuje się do gęstego syropu. Soczewicę ugotuj w 1,5 ilości osolonej wody. Cebulę i czosnek posiekaj, z pepperoni usuń nasionka i pokrój ją w krążki.
  2. W garnku rozgrzej 2 łyżki oliwy. Dodaj cebulę, czosnek, pepperoni, kmin rzymski, a gdy cebula się zeszkli - koncentrat pomidorowy. 
  3. Bakłażana opłucz pod bieżącą wodą, osusz i dodaj do garnka. Smaż, aż trochę zmięknie, po czym całość zalej passatą pomidorową. Dopraw solą i pieprzem. Gotuj pod przykryciem kilka minut.
  4. W garnku pozostaw 1/3 warzyw, a resztę przełóż do miseczki. Ułóż na nich połowę soczewicy, polej połową melasy z granatów i ułóż na tym kilka gałązek tymianku. Przykryj drugą częścią warzyw, pozostałą soczewicą, polej pozostałą melasą i warzywami i dodaj jeszcze tymianek. Całość przykryj i gotuj co jakiś czas mieszając około 30 minut lub do czasu, kiedy soczewica i bakłażan zmiękną. W międzyczasie możesz dolewać wody. 
  5. Podawaj z jogurtem i świeżą miętą. Smacznego!

Pomysł zaczerpnięty ze strony www.foodandwine.com


czwartek, 17 kwietnia 2014

Szakszuka z jaj przepiórczych

Trwa przedświąteczny harmider: sprzątanie, zakupy, listy obowiązków, a wieczorem zaduma nad istotą Wielkanocy i czas na wewnętrzne przeżywanie. Będąc w jednym z ulubionych sklepów ze zdrową żywnością, aby kupić puszkę ciecierzycy, zastałam tam kobiety, kupujące małe przepiórcze jajeczka. Dawno temu jadłam je ostatni raz. Ich wielkość zmniejsza czas potrzebny na przygotowanie, a przede wszystkim są przepiękne. Jeśli ktoś nie zamierza ozdabiać jajek, może kupić przepiórcze, które skutecznie podniosą walory estetyczne zarówno koszyczka jak i wielkanocnego stołu.

A Wam, drodzy czytelnicy, pragnę życzyć pogodnych, radosnych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych. Niech będą okazją do chwili zatrzymania, refleksji, a także odpoczynku i licznych rozmów z najbliższymi przy dobrym jedzeniu oczywiście :)


SKŁADNIKI (na 2-3 porcje):
oliwa (dałam olej z zalewy po suszonych pomidorach
1 nieduża cebula, drobno posiekana
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
1/3 łyżeczki ostrej papryki w proszku
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
1/2 puszki odsączonej ciecierzycy
1 puszka pomidorów (zmiksuj zawartość blenderem lub użyj takiej samej ilości passaty pomidorowej)
ok. 18 przepiórczych jajeczek
natka pietruszki
świeża bagietka
  1. Na patelni rozgrzej łyżkę oliwy i zeszklij na niej cebulę. Dodaj starty czosnek oraz oba rodzaje papryki w proszku. Dodaj koncentrat pomidorowy i ciecierzycę. Wymieszaj zawartość patelni.
  2. Następnie zalej wszystko pomidorami, dodaj sól i pieprz i gotuj kilka minut pod przykryciem.
  3. Wbij do sosu na całej powierzchni patelni przepiórcze jajeczka i przykryj pokrywką. Gotuj w ten sposób kilka minut, aż białko się zetnie, a żółtka będą półpłynne.
  4. Posyp posiekaną natką pietruszki i podawaj od razu, wraz ze świeżą bagietką do odrywania. Smacznego!



czwartek, 10 kwietnia 2014

Grzanki moje ulubione

Kiedyś już chyba wspominałam o moim uwielbieniu dla grzanek. Niemalże codziennie opiekam razowy chleb i wcinam z przeróżnymi dodatkami. Nie lubię, gdy w lokalach jedyne, co mogą mi zaproponować, to grzanki z grubo pokrojonej bagietki. To już stało się nudne. Z ciemnego pieczywa są według mnie smaczniejsze, a przy okazji zdrowsze. Wyjątkiem są dla mnie grzanki z czerwonym pesto, jakimi zajadam się w szczecińskiej Piwnicy Kany, zrobione na idealnie zgrillowanym, cienkim białym pieczywie. Mniam!!!

A teraz przedstawiam Wam moją propozycję podania grzanek. Ważne tylko, by składniki były dobrej jakości.

GRZANKI Z SERKIEM ŚMIETANKOWYM, GRUSZKĄ, AWOKADO i MIĘTĄ
Opieczone pieczywo smarujemy serkiem śmietankowym (np. Piątnicą, bądź Philadelphią), nakładamy plasterki dojrzałej  gruszki, na to dojrzałe awokado (polecam odmianę Hass) i uwieńczamy listkami świeżej mięty, oliwą z oliwek, solą morską i świeżo zmielonym czarnym pieprzem.

GRZANKI Z CAMEMBERTEM, PIECZONYM BURAKIEM i TYMIANKIEM
Buraki można upiec dzień wcześniej, Wystarczy je umyć, wytrzeć, większe sztuki podzielić na kawałki, owinąć każdy folią aluminiową i piec ok. 1 godziny w 200stC.
Na grzanki kładziemy plasterki dobrej jakości sera Camembert, na to obrane plasterki upieczonych buraków, a na koniec świeży tymianek, oliwa, sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz.

środa, 2 kwietnia 2014

Zupa z soczewicą, pomidorami, dymkami i kurkumą z dodatkiem cynamonu i cytryny


Jestem wielbicielką zup z soczewicą, jak i w ogóle soczewicy. Tę zupę robiłam dwukrotnie z kaszą bulgur, a w końcu zdecydowałam się na zastąpienie jej soczewicą. Obie wersje są przepyszne i godne polecenia. Ogólnie zupę przygotowuje się dość szybko, poza obieraniem małych cebulek. No ale jak tu się powstrzymać, kiedy na wiosnę przechodząc przez rynek mijam wielkie worki pełne dymek różnej wielkości, zarówno czerwonych jak i białych. Oczywiście można z nich zrezygnować, ale przyjemnie wyławiać z zupy pływające kuleczki. Dlatego proponuję włączyć sobie odcinek ulubionego serialu, wziąć nożyk i zanim się zorientujemy, wszystkie cebulki będą obrane czekać na dalsze losy.

Do zupy dodałam także kawałek świeżego korzenia kurkumy. Przyznam, że pierwszy raz miałam do czynienia z takową i byłam pod wrażeniem, jak bardzo może ona wpłynąć na kolor bulionu. Dowodem na to niech będzie chociażby tarka, której nie mogłam domyć i pozostała żółta... W każdym razie gorąco polecam tę gorącą zupę :)

SKŁADNIKI:
200g małych cebulek dymek, obranych
2 duże pomidory, pokrojone w kostkę
kawałek świeżo startego korzenia kurkumy lub łyżeczka sproszkowanej
2 kawałki kory cynamonu
1,5 l dobrego bulionu drobiowego lub warzywnego
kilka liści limonki kafir (można pominąć)
200g czerwonej soczewicy
cytryna, sparzona
świeża natka kolendry
brązowy cukier
oliwa


  1. Rozgrzej na patelni łyżkę oliwy i podsmaż kurkumę oraz cynamon, po czym dodaj dymki i pomidory. Smaż przez kilka minut, a następnie zalej całość gorącym bulionem, dodając liście limonki, jeśli je posiadasz oraz ścierając skórkę z cytryny.
  2. Gdy bulion się zagotuje, wrzuć soczewicę i gotuj pod przykryciem, aż zmięknie i się rozpadnie.
  3. Teraz dopraw zupę solą, pieprzem i łyżeczką brązowego cukru. Dodaj sok z połowy lub jeśli będzie za mało kwaśne, z całej cytryny. Podawaj z listkami kolendry. Smacznego!
Dobrze, by przed podaniem zupa postała kilka godzin, aby przeszła aromatami, a w szczególności cynamonem

wtorek, 18 lutego 2014

Barszcz z kapustą i czarną soczewicą

W czasie bożonarodzeniowej przerwy dzięki książce The Kinfolk Table odkryłam jej bloga. Mowa o Sarah Britton i jej wspaniałym My New Roots. Wystarczy chwilę na nią popatrzeć, posłuchać tego, z jaką radością mówi o życiu, o jedzeniu. To kobieta o niesamowitym darze zarażania wszystkich dookoła pozytywną energią. Obala wszelkie stereotypy o tym, że zdrowo oznacza niesmacznie. Jak na razie skorzystałam z czterech jej przepisów i się nie zawiodłam. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, jak przy odrobinie kreatywności można przygotowywać zdrowe i niemniej pyszne wersje różnych potraw. Przepis, który dziś Wam proponuję pochodzi także z tego bloga. Zupa jest pyszna, z mnóstwem warzyw do pochrupania.

A ja siedzę w kuchni, co chwila mieszając piekącą się właśnie granolę. W lodówce masa na ciastka czeka na zwolnienie się piekarnika. Muszę mieć czym poczęstować jutro znajomych. Dzisiejszego wieczoru, 2 minuty po północy kończę osiemnaście lat. Nie wiem czemu, ale cały dzień jestem z tego powodu poddenerwowana. Może podświadomie czuję, że oficjalnie rozpoczynam nowy etap w życiu, choć wszystko pozostanie przecież po staremu. Powinnam się cieszyć, a ja popadam w melancholię.. Z jednej strony chcę wkraczać w dorosłość, ale z drugiej cofam się wstecz do tego, co było i tęsknię za byciem dzieckiem. Społeczeństwo wymaga już pewnej postawy, zdecydowania, odpowiedzialności. Koniec z ukrywaniem się za spódnicą mamy. Wraz z urodzinami męczy mnie myśl, że jeszcze tylko półtora roku mieszkania w rodzinnym domu, że będę musiała stworzyć swój własny, od nowa.

Jutro po świętowaniu pakuję manatki i ruszam do Anglii. Mam nadzieję spędzić tam wspaniały tydzień. Zawsze chciałam odwiedzić Wielką Brytanię. Będę także miała okazję wypróbować mój nowy aparat "w akcji", bo do tej pory robiłam nim zdjęcia w spokoju, ze statywem i mnóstwem czasu do namysłu.


SKŁADNIKI (na 6-8 porcji)
trochę masła klarowanego lub oleju kokosowego (można zastąpić oliwą)
3 pory
4 ząbki czosnku
4 liście laurowe
kilka gałązek świeżego tymianku
4 średnie buraki
3 średnie marchewki
2 szklanki poszatkowanej kapusty
3 łyżki koncentratu pomidorowego
1 łyżka musztardy Dijon
1 łyżeczka suszonych jagód jałowca (ok. 12 sztuk)
1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
ok. 2,5 litra bulionu warzywnego lub drobiowego
3/4 - 1 szklanka czarnej soczewicy (można zastąpić brązową)
1 łyżka octu jabłkowego
sól morska, czarny pieprz
oliwa z oliwek

  1. Jeśli to możliwe, namocz soczewice przez noc lub przez 8 godzin. Po tym czasie odsącz ją i opłucz.
  2. Przygotuj wszystkie warzywa: pokrój białe i jasnozielone części porów w poprzek na plasterki. Zielone części możesz zamrozić i wykorzystać np. do gotowania wywaru. Przeciśnij czosnek przez praskę lib zetrzyj na tarce. Obierz buraki i posiekaj w paseczki używając robota kuchennego (paseczki będą grubsze niż w przypadku ścierania ręcznie na tarce). Obierz marchewki i pokrój w poprzek na plasterki.
  3. W dużym garnku na średnim ogniu roztop masło lub olej kokosowy. Dodaj pory i szczyptę soli morskiej i podsmażaj chwilę, aż pory zmiękną. Dodaj czosnek i podsmażaj jeszcze 2 minuty, żeby puścił aromat. Dodaj liście laurowe, tymianek, jagody jałowca, kmin rzymski, koncentrat pomidorowy i musztardę, wymieszaj. Dodaj buraki, marchew i bulion (na początku dodaj 2 litry i później w razie potrzeby dolej resztę). Wrzuć soczewicę. Zagotuj i gotuj pod przykryciem na małym ogniu przez 15-20 minut, aż soczewica będzie miękka. Wtedy dodaj kapustę i gotuj jeszcze przez kilka minut. Dopraw wszystko pieprzem i w razie potrzeby solą morską. Podawaj skopione oliwą z oliwek. Smacznego!