Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasze. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 marca 2016

Maślana kasza jaglana z miodem, suszonymi owocami w herbacie earl grey i duszonymi jabłkami


Mam taki sklepik przy Hali Mirowskiej, do którego przychodzę po orzechy, kasze, suszone owoce. Choć ceny na stoiskach z bakaliami są raczej takie same, to tam jakoś zawsze miło, sprzedawcy opowiedzą o produkcie i dadzą spróbować. To tam pierwszy raz spróbowałam naturalnie suszonych mango, kiwi, miechunki, wiśni, brzoskwiń i moreli. Niech Was nie zmylą ekologiczne, brązowe morele. Są smaczne, ale prawdziwe ususzone naturalnie są mniejsze, pomarszczone i lekko twardawe. Ich smak za to wspaniały, bogaty, lekko kwaśny, a przede wszystkim prawdziwy. To tak jakby wziąć świeże owoce i wysuszyć je w domu, w suszarce lub na kaloryferze.

Byłam kiedyś na ciekawym wykładzie o kuchni 5 przemian, na którym przekonałam się o zależności diety od pory roku. W zimne dni, kiedy nasz organizm potrzebuje energii na ogrzanie ciała,  szkoda wychładzać go dodatkowo, jedząc surowe owoce, jogurty czy pijąc zimne napoje. Wielu z Was pewnie przyzna, że zimą wolą gęste zawiesiste zupy, duszone warzywa czy rosół, kiedy latem nasz organizm domaga się sałatek, owoców czy koktajli. Z natury wiemy, co dla nas najlepsze w danym czasie, trzeba tylko wsłuchać się w organizm.Od tamtej pory dzień rozpoczynam ciepłym posiłkiem. Rozkochałam się w kaszy jaglanej z miodem i masłem. Do tego duszone jabłka, suszone owoce, orzechy, cynamon, odrobina jogurtu, co kto lubi. może nawet imbir na rozgrzewkę. Ciekawą opcją jest też zmiksowanie kaszy na budyń jaglany, który jest dla mnie odkryciem roku.

Podaję przepis bardzo ogólny, aby każdy dostosował go do swoich preferencji smakowych czy dostępności produktów. Warto kombinować. Namaczanie w herbacie też nie jest obowiązkowe, znacznie jednak zmiękcza suszone owoce i nadaje im delikatnego posmaku.

SKŁADNIKI (na śniadanie dla 1 osoby):
1/4 szklanki kaszy jaglanej
1 łyżeczka masła
1 łyżeczka miodu, np. rzepakowego
garść ulubionych suszonych owoców (u mnie rodzynki, żurawina, morele i miechunka)
ok. 1/2 szklanki zaparzonej gorącej herbaty earl grey
1 nieduże jabłko
kilka ulubionych orzechów, warto uprażyć je w piekarniku lub na suchej patelni
opcjonalnie:mielony cynamon, syrop daktylowy lub więcej miodu


  1. Suszone owoce zalej gorącą herbatą i odstaw na bok.
  2. Przepłucz kaszę wodą. Aby ograniczyć zmywanie i nie używać sitka, zalewam ją w garnku, mieszam i odlewam mętną wodę. Czynność tę powtarzam 2-3 razy, po czym zalewam kaszę wodą, solę i gotuję do miękkości.
  3. Jabłka pokrój na ćwiartki, wytnij gniazda nasienne, a następnie pokrój w poprzek na plasterki.
    Umieść je w garnuszku, dodaj odrobinę wody i duś pod przykryciem, aż trochę zmiękną.
  4. Do odcedzonej, jeszcze gorącej kaszy dodaj masło i miód i wymieszaj, aby się rozpuściły. 
  5. Nałóż kaszę do miseczki i dodaj namoczone i odsączone owoce, duszone jabłka i orzechy, Dodaj cynamon, jeśli lubisz. Ja polewam całość odrobiną syropu daktylowego. Jeśli go nie posiadasz, możesz użyć płynnego miodu lub w ogóle to pominąć. Smacznego!



poniedziałek, 18 stycznia 2016

Ananasowy budyń z kaszy jaglanej z marakują


Długo nie lubiłam kaszy jaglanej i nie mogłam zrozumieć jej fenomenu, Pomimo swych zdrowotnych właściwości, była dla mnie mdła, bez wyrazu, a na dodatek nijak wpisywała się w moją dietę opartą o niski indeks glikemiczny. Kojarzyłam ją jako posiłek pań próbujących schudnąć i wegan. Przełom nastąpił podczas jednego z moich staży kulinarnych. W restauracji, w której pracowałam, jedno z dań wegetariańskich opierało się właśnie na tej niepozornej kaszy. Wymieszana z palonym masłem i puree z kukurydzy, z dodatkiem kurek smażonych na maśle z tymiankiem i czosnkiem, a całość przełamana chili. Smakowała wybornie. Ugotowana w dużej ilości wody i przepłukana zimną wodą po ugotowaniu była sypka i nie przypominała tej kleistej, dającej się kroić nożem postaci, do jakiej przywykłam. Objawienie!

Od niedawna kaszy jaglanej nie może zabraknąć w mojej szufladzie z ziarnami. Po tym, jak miałam przyjemność uczestniczyć w wykładzie o kuchni pięciu przemian i zrozumiałam, jak ważne jest ciepłe śniadanie zimową porą, zamieniłam płatki owsiane zalewane woda na ugotowaną kaszę jaglaną. Prażę ją przez chwilę na dnie garnka, aby straciła gorycz, po czym gotuję do miękkości. Podaję z podduszonym jabłkiem, cynamonem i odrobiną jogurtu naturalnego. Jem tak niemalże codziennie. Dodatkowo ma działanie odśluzowujące nasz organizm, co też ma znaczenie, gdy na dworze mróz.

Do budyniu z kaszy też musiałam się przekonać, Moja pierwsza próba wylądowała w śmietniku. Nie dogotowałam kaszy i miksowałam ją ręcznym blenderem, który nie do końca dał sobie radę z niczym nie rozcieńczoną kaszą. Niedawno zrobiłam z przepisu, z sokiem z jabłek, świeżym jabłkiem i rodzynkami. To już było super i zachwycona podzieliłam się ze współlokatorką. Chciałam zrobić własną wariację na temat. Mango i marakuja nie do końca się udało, ale sok z ananasa już tak. Jeśłi jeszcze nie próbowaliście takiego budyniu, musicie koniecznie go przygotować,



Składniki (na 1 porcję lub 2 mniejsze, deserowe):
1/4 szklanki kaszy jaglanej
1/2 szklanki mleka
szczypta soli
1/2 szklanki świeżego soku z ananasa
1 marakuja
1/2 łyżeczki miodu
sok z połówki cytryny
kilka kropel ekstraktu z wanilii


  1. Wsyp kaszę do garnuszka. zalej wodą, pomieszaj i odlej płyn. Powtórz tę czynność. Możesz to zrobić także za pomocą sitka. Chodzi o to, aby wypłukać kaszę, Zalej kaszę mlekiem i dodaj szczyptę soli. Przykryj, zagotuj i na małym ogniu gotuj, aż kasza wchłonie płyn. Jeśli do tego czasu nie zmięknie wystarczająco, dodaj trochę wody i gotuj, aż będzie miękka. 
  2. W misie miksera umieść sok z ananasa, ugotowaną kaszę, ekstrakt z wanilii i miód, Zmiksuj. Dodaj do smaku sok z cytryny i w razie potrzeby jeszcze miodu. Miksuj tak długo, aż uzyskasz gładki krem przypominający budyń. Podawaj z marakują. Smacznego!


niedziela, 13 lipca 2014

Kuskus z cukinią, dymką i imbirem


Jak wspominałam już na facebook'u, pierwsze dni wakacji spędziłam w Portugalii. We czwórkę znajomych wspaniale spędziliśmy ten czas, rozkoszując się uroczym miastem i lokalną kuchnią, w której królują grillowane ryby i świeże owoce morza. Wspaniale było doświadczyć życia miasta, szczególnie wieczorem, kiedy to restauracje i małe, domowe knajpki zapełniają się ludźmi. To, co mnie urzekło to prosta, lokalna kuchnia, bazująca na świeżych składnikach (ryby i owoce morza, które chcemy zamówić, możemy zobaczyć wyłożone na lodzie, zanim powędrują na ruszt). W Lizbonie pełno jest uroczych, malutkich knajpek, gdzie żywią się głównie miejscowi, a my mogliśmy poznać, jak jedzą na co dzień. Z regionalnych przysmaków polecam m.in. Bacalhau à Brás, czyli kawałki solonego dorsza z cieniutko startymi ziemniakami, cebulą, czarnymi oliwkami i natką pietruszki oraz grillowane sardynki. Moi współtowarzysze upodobali sobie także jedną cukiernię, w której niemal codziennie kupowali ciastka. Głównym składnikiem deserów w Portugalii jest budyń, który pojawia się prawie wszędzie. Wiele ciastek bazuje na cieście francuskim.  Nie brak również wspaniałych alkoholi wśród których upodobaliśmy sobie porto, sangrię (może to hiszpańskie, ale jest praktycznie w każdej knajpce), moscatel de setubal, którego kosztowaliśmy w najstarszej portugalskiej winnicy i owocowe drinki, wśród których najpopularniejsza jest caipirinha. Zdjęcia niektórych potraw znaljdziecie na moim INSTAGRAMIE.

Po długiej podróży, a potem przespaniu połowy dnia, zapragnęłam lekkiego posiłku. W lodowce czekały dwie ekologiczne cukinie, z których szybko przygotowałam zdrową obiadokolację. Czasami robię sobie na lunch taką cukinię, ale bez kuskusu. Kroję ją wtedy w trochę grubsze plastry i zajadam jeszcze ciepłą.

SKŁADNIKI (na 2 porcje):
1 średniej wielkości cukinia
3/4 szklanki kuskusu, najlepiej razowego
2 dymki wraz ze szczypiorkiem
kawałek świeżego imbiru, wielkości kciuka
1 cytryna
sól morska
1 łyżka oleju kokosowego lub oliwy
oliwa extra vergine


  1. Odkrój od dymek korzonki i posiekaj. Zielone części przełóż do miseczki. Sparz cytrynę wrzącą wodą. Cukinię pokrój na cienkie półplasterki.
  2. Na patelni rozgrzej olej kokosowy. Wrzuć do niego białą dymkę i chwilę zeszklij. Dodaj starty imbir i startą skórkę z cytryny.  Po chwili dodaj cukinię, chwilę podsmaż,posól,  po czym zmniejsz ogień i przykryj całość przykrywką. Co jakiś czas zamieszaj zawartością patelni.
  3. W międzyczasie zagotuj wodę. Wsyp kuskus do miski, posól go i zalej 3/4 szklanki wody. Przykryj talerzem i poczekaj, aż wchłonie całą wodę. Jeśli po tym czasie będzie wydawał Ci się trochę za twardy, dolej jeszcze wrzącej wody i ponownie przykryj talerzem.
  4. Gdy cukinia zmięknie, przełóż ją do miski z kuskusem. Dodaj odrobinę soku z cytryny, posiekany szczypiorek oraz oliwę i wymieszaj. Smacznego!


środa, 23 kwietnia 2014

Soczewica z bakłażanem i melasą z granatów


Wszelkie dania jednogarnkowe to idealna propozycja dla zabieganych. Kiedy chcemy po przyjściu z pracy/szkoły szybko zjeść obiad i zająć się czymś innym, warto przygotować sobie posiłek dzień wcześniej. W tygodniu często tak robię. Wiele takich dań wymaga jedynie wymieszania składników i duszenia przez długi czas, w którym można popracować lub odpocząć.  Zdarzyło mi się, że nastawiłam ogień pod wołowiną, poszłam biegać, a jak wróciłam, dom przesiąknięty był przemiłym aromatem, a mięso prawie gotowe. Następnego dnia wystarczy odgrzać, dodać ewentualnie dodatki w postaci ryżu, kaszy, ziemniaków czy co tam lubicie, zrobić szybką sałatkę i pyszny, pożywny obiad gotowy. Można także przygotować takie danie, gdzie w jednym garnku znajdzie się mnóstwo warzyw, jakieś węglowodany, np. soczewica, kasza i ewentualnie mięso. Do takiego dania nic już nie potrzeba dodawać. Po przyjściu do domu podgrzewamy i zajadamy (w moim przypadku zawsze z miski i malutką łyżeczką, jakoś tak lepiej mi smakuje :P) 

Przedstawiam Wam propozycję na niebanalne danie jednogarnkowe. Miałam nadmiar soku z granatów, który ostatnio wykorzystuję do różnych potraw. Zredukowany jest źródłem kwasowości, doskonale podkręcającym soczewicę i bakłażana. Nic, tylko jeść :)

SKŁADNIKI (na 2-4 porcje):
200g brązowej soczewicy
1 bakłażan
400g passaty pomidorowej (można po prostu zmiksować puszkę pomidorów)
300ml soku z granatów
1 cebula
1 duży ząbek czosnku
1 papryczka pepperoni
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
1/3 łyżeczki nasion kminu rzymskiego
świeży tymianek
oliwa

Do podania: jogurt i świeża mięta



  1. Bakłażana pokrój w kostkę, posól i pozostaw na sitku.Gotuj sok z granatów na niewielkim ogniu, aż zredukuje się do gęstego syropu. Soczewicę ugotuj w 1,5 ilości osolonej wody. Cebulę i czosnek posiekaj, z pepperoni usuń nasionka i pokrój ją w krążki.
  2. W garnku rozgrzej 2 łyżki oliwy. Dodaj cebulę, czosnek, pepperoni, kmin rzymski, a gdy cebula się zeszkli - koncentrat pomidorowy. 
  3. Bakłażana opłucz pod bieżącą wodą, osusz i dodaj do garnka. Smaż, aż trochę zmięknie, po czym całość zalej passatą pomidorową. Dopraw solą i pieprzem. Gotuj pod przykryciem kilka minut.
  4. W garnku pozostaw 1/3 warzyw, a resztę przełóż do miseczki. Ułóż na nich połowę soczewicy, polej połową melasy z granatów i ułóż na tym kilka gałązek tymianku. Przykryj drugą częścią warzyw, pozostałą soczewicą, polej pozostałą melasą i warzywami i dodaj jeszcze tymianek. Całość przykryj i gotuj co jakiś czas mieszając około 30 minut lub do czasu, kiedy soczewica i bakłażan zmiękną. W międzyczasie możesz dolewać wody. 
  5. Podawaj z jogurtem i świeżą miętą. Smacznego!

Pomysł zaczerpnięty ze strony www.foodandwine.com


środa, 19 marca 2014

Kurczak w sosie musztardowym oraz kuskus z ostrą papryczką, kolendrą i orzeszkami ziemnymi


Przyznam, że nigdy nie byłam fanką musztardy. Kojarzyła mi się tylko z kiełbasą z ogniska lub karkówką z grilla. W takich przypadkach decydowałam się zwykle na ketchup. Jednak znając tak wąską gamę zastosowań i odmian produktu ciężko orzec, czy rzeczywiście nam nie smakuje. Musztardę zaczęłam odkrywać na nowo jako składnik dressingów do sałatek. Potem, dzięki wspaniałemu daniu w restauracji polubiłam musztardę francuską, czyli całe ziarenka gorczycy. A kiedy kupiłam musztardę Dijon z miodem, zwariowałam. Mogłabym wyjadać ją wprost ze słoika, ponieważ jest słodkawa i nie tak ostra jak inne. To trochę tak jak z dynią: polubiłam ją dopiero w momencie, gdy znalazłam swoje ulubione gatunki, w tym przypadku było podobnie. Przy zakupie, polecam francuską firmę Maille.

W poniższym przepisie użyłam łagodnych odmian musztardy: wspomnianą już Dijon z miodem oraz musztardę ziarnistą, tej samej firmy. Możemy zastąpić ją zwykła francuską, delikatnie roztartą w moździerzu. Sos ma łagodny smak, myślę, że przekonają się także ci, którzy za musztardą nie przepadają.

SKŁADNIKI (na 4 porcje):
2 piersi z kurczaka, pokrojone na cienkie, podłużne kawałki
3 łyżeczki musztardy Dijon (polecam Dijon z miodem, można też do zwykłej dodać trochę miodu)
2 łyżeczki musztardy ziarnistej (tzw. francuskiej), lekko roztartej w moździerzu
1 łyżka sosu sojowego
sól, pieprz
olej do smażenia

Na kuskus:
200g kuskusu
400ml bulionu drobiowego
sos sojowy jasny (2-3 łyżki)
1 papryczka pepperoni, oczyszczona z ziaren (można część ziaren zostawić) i pokrojona w półkrążki
1 czerwona cebula, pokrojona w cienkie piorka
garść solonych orzeszków ziemnych
pęczek świeżej kolendry
oliwa


  1. Zagotuj bulion, dodając do smaku sos sojowy i zalej nim w misce kuskus. Przykryj i odstaw na bok.
  2. Na patelni rozgrzej łyżkę oliwy i podsmaż na niej papryczkę oraz cebulę.
  3. Kawałki kurczaka dopraw solą i pieprzem i wymieszaj z dwoma rodzajami musztardy oraz sosem sojowym Usmaż na oleju, aż mięso będzie białe i soczyste w środku.
  4. Dodaj do kuskusu podsmażoną papryczkę i cebulę wraz z orzeszkami ziemnymi i porwanymi listkami kolendry. Danie podawaj z sałatą lub kiełkami słonecznika. Enjoy!!!!

niedziela, 2 lutego 2014

Sałatka z pieczonymi burakami, kaszą i fetą, w melasowym dressingu

Przed chwilą robiąc sobie grzankę z serem pleśniowym i awokado zastanawiałam się, o czym napisać w dzisiejszym poście. Czasami mam wrażenie, że to trochę dziwne, pod zdjęciem sałatki czy ciasta pisać o sprawach życiowych, istotnych. Ale w sumie jedzenie towarzyszy nam każdego dnia, a przy posiłkach wywiązało się tyle dyskusji, refleksji. Często zakochani umawiają się na wspólny posiłek, wszelkie okazje świętujemy ucztując z najbliższymi. Jedzenie zatem przeplata się z życiem, dzięki niemu to życie w ogóle jest możliwe. Myślę, że wszelkie myśli, które przekazuję Wam pod zdjęciami przygotowanych przeze mnie potraw. nadają im autentyczności i duszy. Przestają to być zwykłe przepisy, ponieważ zawierają cząstkę mojej osoby, a ja staram się wkładać w gotowanie coraz więcej serca.

Ostatnio często zawijam buraki w folię, piekę i dodaję do różnych potraw. To warzywo z dużym potencjałem, którego nie powinno ograniczać się do wigilijnego barszczu i buraczków w słoiku. Sałatka, którą dziś proponuję jest połączeniem słodyczy buraków i melasy, przyjemnego smaku fety, chrupkości i delikatnego smaku kaszy gryczanej i goryczki rukoli, którą słodkie składniki doskonale przełamują. Już nie raz miałam tę sałatkę w szkole. Jej piękne kolory wzbudzają ciekawość. Moja Profesor od języka polskiego przyszła do mnie z widelcem, żeby spróbować, a obcy chłopak życzył mi smacznego, od razu ciepłej na sercu.


SKŁADNIKI (na 1 porcję):
1 duży obrany upieczony burak*
1/3 szklanki suchej kaszy gryczanej niepalonej (można zastąpić inną kaszą, komosą czy soczewicą)
garstka pokrojonej w kosteczkę fety lub sera tego typu
garstka liści rukoli
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżeczka octu balsamicznego
1 łyżeczka melasy trzcinowej
1/2 łyżeczki musztardy Dijon

*Buraki piekę 1-1,5h w 200stC, umyte i zawinięte w folię aluminiową. Większe sztuki przekrawam na 2 lub więcej części. Najlepiej upiec ich za jednym razem więcej, a potem użyć do innych potraw.


  1. Kaszę dokładnie płuczę, po czym zalewam dwukrotną ilością wody, solę i gotuję pod przykryciem, aż zmięknie (byle się nie rozgotowała). Odsączam i odstawiam do ostygnięcia.
  2. Upieczonego buraka kroję na plasterki. Układam je na wystudzonej kaszy, dodaję rukolę i ser.
  3. Z oliwy, octu, melasy i musztardy przygotowuję dressing. Polewam nim sałatkę. Gotowe :)

niedziela, 27 października 2013

Zapiekane pomidory nadziewane kuskusem

I już połowa weekendu minęła. Dodatkowa godzina ratuje życie, gdy po sobotniej imprezie, trzeba rano wstać i zabrać się do roboty. Dla mnie niedziele stanowczo przestały być leniwe. Jakoś tak jest, że najłatwiej zmobilizować się w ostatniej chwili. Nauka w soboty, choćbym nie wiem jak się starała, przychodzi  mi z wielkim trudem i wszystko potem spada na niedziele, które tracą swój urok. No cóż, mój Brat mnie pociesza, że pomęczę się jeszcze 1,5 roku, po czym wyjadę do Włoch gotować. Chyba coś w tym jest. Tymczasem łączę się w bólu ze wszystkimi pochłoniętymi pracą, bo w dzisiejszych czasach jest nas coraz więcej i zachęcam, do niezapominania o dobrym jedzeniu :)

SKŁADNIKI (na 4 porcje)
100g kuskusu
szczypta nitek szafranu
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
125ml wrzącego bulionu warzywnego lub drobiowego
4 duże pomidory (najlepiej malinowe)
garść świeżych listków kolendry, poiekanych
garść świeżych listków mięty, posiekanych
3 dymki, odcięte i pokrojone na cieniutkie plasterki (ja dałam zwykłą cebulę, drobno posiekaną)
sok z 1/2 -1 cytryny
30g orzeszków piniowych, uprażonych na suchej patelni
30g sułtanek
2-3 łyżki oliwy z oliwek


  1. Rozgrzej piekarnik do 200stC. Wsyp kuskus do miski z szafranem i szczyptą soli i pieprzu, po czym zalej wrzącym bulionem, przykryj i odstaw na 5 minut.
  2. Z każdego pomidora za pomocą ostrego noża odkrój górną część (mniej więcej w 2/3 wysokości). Wydrąż pomidory, zostawiając 1 cm dna (sok i ziarenka nie będą Ci już potrzebne, ale miąższ pokrój na mniejsze kawałeczki i dodaj do miski z kuskusem).Dodaj kolendrę, miętę, cebulę, sok z cytryny, orzeszki piniowe, sułtanki i oliwę, Całość dopraw solą i pieprzem do smaku i dokładnie wymieszaj.
  3. Wypełniaj pomidory mieszanką z kuskusem i przykryj górną częścią pomidora. 
  4. Tak przygotowane pomidory układaj w wysmarowanym oliwą naczyniu lub blasze i piecz 15-20 minut. Smacznego !!!

Przepis pochodzi z książki"Ramsay's best menus"

piątek, 13 września 2013

Sałatka z komosy ryżowej z pieczonymi burakami, rukolą i granatem


Co tam jesz? - słyszałam dziś kilka razy jedząc tę oto sałatkę na drugie śniadanie w szkole. Jestem totalnie znudzona kanapkami w szkole. Dzień w dzień chleb, przez 10 miesięcy, wakacyjna przerwa i znów to samo. Ileż można? Jak tylko mogę, biorę jogurt grecki, serek wiejski, czy po prostu wlewam naturalny do słoika, dodaję odrobinę miodu czy syropu klonowego i w szkole dosypuję domową granolę. Postanowiłam jednak urozmaicać sobie te drugie śniadania, które i tak tracą na przyjemności, bo jaka to przyjemność w pospiesznym jedzeniu, często przechadzając się naokoło szkoły i rozmawiając ze znajomymi? Nie starczy mi czasu, aby dogadzać sobie tak codziennie, ale 1-2 razy w tygodniu zabrać ze sobą do szkoły coś niebanalnego, to już postęp. Są tylko 3 warunki: musi być zdrowe, pożywne i wygodne do zjedzenia. Cykl: NIEBANALNE DRUGIE ŚNIADANIA uważam za rozpoczęty !!!


SKŁADNIKI (na 3-4 porcje):
200g kaszy quinoa (komosy ryżowej)
2 średnie buraki upieczone*
miąższ z 1 granatu
garść liści rukoli
3 (lub więcej) łyżek kremowego serka koziego (można też użyć "niekremowego" sera koziego, pokruszonego na kawałki)
3 łyżki oliwy extra virgin
1 łyżeczka octu z czerwonego wina 
1 łyżeczka melasy z granatów (można pominąć)
sok z 1/2 limonki
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
  1. Ugotuj kaszę pod przykryciem w dwukrotnej ilości posolonej wody. Kasza powinna wchłonąć większość wody i być miękka, ale ciągle lekko chrupiąca.
  2. Obierz upieczone buraki ze skórki i pokrój na mniejsze kawałki (u mnie grubsze słupki). Wymieszaj je wraz z wydzielonym sokiem z ugotowaną komosą. 
  3. Dodaj rukolę, ziarenka z granatu, ser kozi. Oliwę wymieszaj z octem i melasą (jeśli używasz) i dodaj do komosy. Dopraw solą i pieprzem. Całość skrop sokiem z limonki.


*umyj buraki dokładnie, przekrój każdego na 3-4 części, aby szybciej się upiekły i każdą z części owiń folią aluminiową. Piecz przez ok. 1h w temp. 200stC


Zmodyfikowany przepis z magazynu SMAK



poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Soczewica z chorizo, oliwkami i sosem pomidorowym

Soczewica coraz częściej pojawia się na moim stole. Za zieloną specjalnie nie przepadam, ale czerwona bardzo mi smakuje. Zazwyczaj ugotowaną soczewicę wrzucam na patelnię z gorącym pomidorowym sosem i dodaję różne dodatki. Tym razem wzbogaciłam tradycyjne hiszpańskie tapas: oczewicę z chorizo o oliwki i pomidory. Tak smakuje ciekawiej i nie jest sucha. Naprawdę polecam, zwłaszcza że jest bardzo zdrowym zastępnikiem ziemniaków czy białego ryżu.

SKŁADNIKI (na 2-3 porcje):
1 szklanka czerwonej soczewicy (najlepiej nie przepołowionej)
1 puszka pomidorów (400g)
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
150g chorizo, pokrojonej w półplasterki
spora garść zielonych oliwek
natka pietruszki, posiekana
sól i pieprz


  1. Wspyp do garnuszka soczewicę, zalej dwiema szklankami wody, dodaj łyżeczkę soli i gotuj pod przykryciem, ąz będzie miękka. Uwaga! Soczewicę łatwo rozgotować, więc musisz ją ciągle kontrolować. Ugotowaną soczewicę odcedź.
  2. W czasie, gdy soczewica się gotuje, na suchą i rozgrzaną patelnię dodaj chorizo (kiełbasa jst dość tłusta, więc raczej nie ma potrzeby, dodawania oliwy. Podsmaż ją trochę, po czym dodaj pomidory i koncentrat. Gotuj sos, aż lekko zgęstnieje. Dodaj oliwki (jeśli są duże, możesz przekroić je na pół), po czym wrzuć na patelnię ugotowaną soczewicę.
  3. Całośc dokładnie wymieszaj z natką pietruszki, dopraw w razie potrzeby i podawaj. Smacznego!

niedziela, 30 czerwca 2013

Komosa ryżowa w sosie pomidorowo-curry z kalafiorem

Drugi dzień wakacji dobiega końca, a takich pięknie spędzonych dni czeka mnie jeszcze mnóstwo. Wakacje się rozpoczęły. Wreszcie jest możliwość całkowicie beztroskiego spędzania czasu, bez obaw o sen, bo przecież jak pójdzie się spać nad ranem, zawsze można wstać późno, bo żadne obowiązki nie wzywają. Ja dwa pierwsze dni spędziłam głównie na spotkaniach ze znajomymi. Uprzątnęłam wszystko, co kojarzyło mi się ze szkołą, aby nie musieć oglądać tego podczas wakacyjnych dni. Dziś jeździłam też z koleżanką na rolkach, a potem leżałyśmy na polanie i patrzyłyśmy sobie na chmury - istna sielanka. Nie rozpisuję się już, bo nie spakowałam się jeszcze na wyjazd. Cały przyszły tydzień jestem w Niemczech, więc wpisów nie będzie, ale jak wrócę, planuję codziennie gotować, więc myślę, że znajdziecie na blogu więcej nowych pomysłów. A tak przed moją nieobecnością, proponuję pomysł na zdrowy obiad. Chcę Wam pokazać, jak od niedawna jadam, dbając o zachowanie niskiego poziomu cukru we krwi, a przy tym odpowiedniej sylwetki. Serdecznie pozdrawiam i życzę udanego wakacyjnego wypoczynku.

SKŁADNIKI (na 2 porcje)
1 szklanka białej komosy ryżowej (quinoa)
1 puszka pomidorów (400g)
1 duży pomidor
1/2 główki kalafiora
2 łyżeczki curry
garść pestek dyni (uprażonych uprzednio na suchej patelni)
świeży koperek, posiekany
3 łyżki startego Parmezanu
oliwa z oliwek


  1. Ugotuj kalafior (najlepiej na parze). Komosę zalej 2 szklankami wody, posól i gotuj pod przykryciem, aż wchłonie wodę i będzie miękka, ale wciąż lekko chrupiąca.
  2. Do komosy dodaj curry oraz pomidory z puszki i gotuj na małym ogniu, aby sos się podgrzał. Dodaj pokrojonego pomidora i całość gotuj, aż ten zmięknie, ale nie rozpadnie się. Dodaj ser i wymieszaj.
  3. Na końcu dodaj kawałki kalafiora oraz koperek. Całość posyp pestkami dyni i skrop oliwą z oliwek. Smacznego !

niedziela, 16 czerwca 2013

Łosoś z soczewicą i pomidorkami

Ostatnio na moim stole ląduje więcej zdrowego jedzenia. Nie powiem, żebym wcześniej odżywiała się niezdrowo, ale teraz zwracam większą uwagę na spożywane węglowodany. Unikam tych, które szybko wchłaniane są do krwioobiegu i natychmiastowo podwyższają poziom cukru we krwi. Zamiast ziemniaków, klusek czy kaszy, wybieram soczewicę czy komosę ryżową wraz z aromatycznym sosem. Zredukowałam ilość spożywanego mięsa, na rzecz dań wegetariańskich oraz ryb. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku - raz w tygodniu zjem sobie coś słodkiego (np. dzisiejsze ciasto jogurtowe z rabarbarem :)) Czasem odstępuję od przyjętych zasad, wedle słów mojej Mamy: "Wszystko jest dobre, byle z umiarem". Coraz bardziej opowiadam się za produktami ekologicznymi, a najlepiej za produktami home made. Chciałabym, aby jak najwięcej spożywanych przeze mnie produktów pochodziło od odpowiednich dostawców, a najlepiej z domowego ogródka. To ważne, aby jak najwięcej osób domagało się właśnie takich produktów na rynku - podniosłoby to jakość towarów w sklepach oraz pozytywnie wpłynęłoby na nasze zdrowie. A teraz przechodzę uż do przepisu, bo zaraz zabieram się za robienie kremu z marchewki.

SKŁADNIKI (na 1 dużą lub 2 średnie porcje):
1/2 szklanki czerwonej soczewicy
250g filetu z łososia
250g pomidorków koktajlowych
oliwa
1 łyżeczka curry
1 łyżeczka papryki w proszku
2 łyżki jogurtu naturalnego
kilka gałązek świeżego koperku
sól, pieprz


  1. Umyj i osusz łososia. Następnie pokrój go w kosteczkę i dopraw solą i pieprzem.
  2. W rondelku w posolonej wodzie ugotuj soczewicę, ale tak, aby się nie rozpadła.
  3. Na patelni rozgrzej oliwę i  usumaż kawałki łososia. Dodaj curry i paprykę w proszku oraz jogurt. Smaż razem przez chwilę. W razie potrzeby, dopraw solą i pieprzem. 
  4. Dodaj ugotowaną i odsączoną soczewicę, a po chwili przekrojone na połówki pomidorki. Podgrzej i zdejmij z ognia. Dodaj posiekany koperek i wymieszaj. Smacznego !!!