sobota, 29 marca 2014

Pasta z makreli z jajkiem, ogórkiem i kukurydzą


Dziś w Szczecinie iście wiosenna pogoda. Spędziłam trochę czasu spacerując po miejskich parkach i uliczkach. To miasto zaczyna mi się podobać. Choć w czasie II wojny światowej uległo licznym zniszczeniom, a wiele cegieł pojechało na odbudowę Warszawy, nadal można znaleźć tu piękne budynki i zaułki, a przede wszystkim dużo zieleni. Po tym, jak wczoraj usłyszałam komentarze, że to miasto się nie podoba, że nie jest ładne, zaczęłam się zastanawiać. Sama kiedyś myślałam w ten sposób, ale gdy zaczęłam więcej poruszać się pieszo, odkryłam w nim wiele uroku. W czasach gdy przemieszczamy się głównie samochodem lub komunikacją miejską, mniej dostrzegamy wokół siebie i potem rodzą się takie komentarze, że tu jest tak brzydko. Warto więc czasem po prostu przejść się po okolicy, może inną drogą niż zwykle, wychwytując wszystkie detale i dostrzec piękno miejsca, w którym mieszkamy. Wiosenne słonce z pewnością w tym pomoże.


Wędzona makrela to jeden ze smaków mojego dzieciństwa. Zajadaliśmy się nią z Bratem, tak samo jak malutkimi krewetkami podsmażanymi na maśle. Jeśli komuś się wydaje, że dzieci nie lubią smaków wychodzących poza ramy bułki z masłem i kurczaka w panierce, powinien chociaż spróbować przygotować im coś innego. Chciałabym w przyszłości od małego uczyć moje dzieci poznawania innych smaków i czerpania przyjemności z jedzenia. Sama dorastałam na nieskomplikowanej, zdrowej kuchni, ale co by było, gdyby z dziecka od początku uczynić małego smakosza? Dawać mu różne rzeczy do spróbowania, a możecie się zdziwić, jak coś, czego o to nie podejrzewaliście, dziecku zasmakuje. Mojej małej Bratanicy pasta z makreli smakowała.

SKŁADNIKI:
1 wędzona makrela, obrana i pozbawiona ości
4 jajka ugotowane na twardo
2-3 kiszone ogórki
2-3 korniszony
100g kukurydzy z puszki
4 łyżki majonezu
pęczek świeżego koperku
1 mała cebula
sól i pieprz


  1. Oba rodzaje ogórków pokrój w drobną kosteczkę, tak samo jak cebulę. Odkrój łodyżki i posiekaj koperek. Pokrój jajko w niewielką kostkę (jak do sałatki jarzynowej).
  2. Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj ze sobą widelcem tak, aby mięso makreli rozpadło się i zmieszało z pozostałymi składnikami. Dopraw solą i pieprzem do smaku. Pastę polecam jeść z dobrym pieczywem. Smacznego !

poniedziałek, 24 marca 2014

Makaron z brukselką, chorizo, pomidorkami i fetą



Tak, żeby dokończyć moje ostatnie wywody na temat przekonywania się do pewnych składników. W sumie niewiele jest rzeczy, których nie lubię. To znaczy wśród potraw, a szczególnie tych źle przygotowanych sporo się tego znajdzie, ale mam na myśli surowe, nieprzerobione składniki. Wychodzę z założenia, że wszystko, co natura daje, jest samo w sobie dobre. Dlatego więc postanowiłam sobie, że jeśli coś mi nie smakuje, to będę próbować tak to przyrządzić, może połączyć z innymi składnikami, żeby się przekonać. Polubiłam w ten sposób awokado, a na lato postanawiam zmierzyć się z arbuzem (wszyscy dziwią się, że za nim nie przepadam ::)) 

Nie spotkałam jeszcze drugiej osoby, która lubiłaby brukselkę. A ja w tym roku ją pokochałam. Zaczęło się od kupna garści brukselek, piętrzących się na pobliskim rynku. Ugotowałam na parze, skropiłam sokiem z cytryny. Nic szczególnego. Potem kilka razy robiłam coś na wzór "Abundance Bow" (miski obfitości)<link> z bloga My New Roots, o którym niegdyś wspominałam. W garnuszku gotowałam ryż z innymi ziarnami czy soczewicą, na końcu dodając warzywa (poszatkowaną czerwoną kapustę, marchew, brokuły i brukselkę właśnie), a potem zalewałam to moim autorskim sosem jogurtowo-curry z masłem orzechowym. Wyborne, proste, szybkie, do zabrania do szkoły, kiedy wracam do domu dopiero wieczorem i nie ma czasu na obiad na mieście lub na szybki i zdrowy posiłek w domu, kiedy masa roboty czeka. I tak brukselka na stałe zagościła w moim jadłospisie. Przeczytałam gdzieś nawet, że staje się modna, jako takie "retro-warzywo". Jeśli rzeczywiście tak jest, bardzo mnie to cieszy. Tak jak wiele osób pokochało szpinak, tak może i w tym przypadku zielone kuleczki przestaną kojarzyć się jedynie z przedszkolnym koszmarem.

Zamieszczam przepis na danie z brukselką, jakie udało się mi ostatnio wykombinować. Gdy zrobiłam je po raz trzeci, aby wykonać zdjęcia, dopiero w trakcie spożywania uświadomiłam sobie, że zupełnie zapomniałam o fecie. Więc choć nie jest obecna na zdjęciu, warto ją dodać, bo wyraźnie wzbogaca smak.


SKŁADNIKI (na 1 sporą lub 2 mniejsze porcje):
80g makaronu fusilli
spora garść brukselek
kilka pomidorków koktajlowych
kawałek hiszpańskiej kiełbasy chorizo
1 średnia czerwona cebula
nieduże kosteczki sera feta (lub podobnego - polecam kosteczki Arla Apetina)
sól, pieprz
oliwa z oliwek
sok z cytryny
sos sojowy

  1. Umyj warzywa. Pokrój pomidorki i brukselki na połówki, a te większe brukselki - w ćwiartki. Posiekaj cebulę w piórka, a chorizo pokrój na podłużne, nie za grube paseczki.Makaron ugotuj al dente, pozostawiając trochę słonej wody z gotowania.
  2. Rozgrzej patelnię i podsmaż na niej chwilę chorizo, aby wytopiło się z niej trochę tłuszczu. Przełóż ją na talerzyk. Na tę samą patelnię wlej dodatkowo 1 łyżkę oliwy (jeśli posiadasz, może to być olej z zalewy po pomidorach suszonych). Dodaj cebulę, pomidorki i brukselkę, przykryj i duś, co jakiś czas mieszając, aż brukselka delikatnie zmięknie. Pod koniec dodaj fetę i dopraw solą i pieprzem oraz sosem sojowym. 
  3. Całość wraz z chorizo wymieszaj z makaronem, dodając ewentualnie trochę wody po gotowaniu makaronu. Podawaj skropione sokiem z cytryny. Smacznego!



środa, 19 marca 2014

Kurczak w sosie musztardowym oraz kuskus z ostrą papryczką, kolendrą i orzeszkami ziemnymi


Przyznam, że nigdy nie byłam fanką musztardy. Kojarzyła mi się tylko z kiełbasą z ogniska lub karkówką z grilla. W takich przypadkach decydowałam się zwykle na ketchup. Jednak znając tak wąską gamę zastosowań i odmian produktu ciężko orzec, czy rzeczywiście nam nie smakuje. Musztardę zaczęłam odkrywać na nowo jako składnik dressingów do sałatek. Potem, dzięki wspaniałemu daniu w restauracji polubiłam musztardę francuską, czyli całe ziarenka gorczycy. A kiedy kupiłam musztardę Dijon z miodem, zwariowałam. Mogłabym wyjadać ją wprost ze słoika, ponieważ jest słodkawa i nie tak ostra jak inne. To trochę tak jak z dynią: polubiłam ją dopiero w momencie, gdy znalazłam swoje ulubione gatunki, w tym przypadku było podobnie. Przy zakupie, polecam francuską firmę Maille.

W poniższym przepisie użyłam łagodnych odmian musztardy: wspomnianą już Dijon z miodem oraz musztardę ziarnistą, tej samej firmy. Możemy zastąpić ją zwykła francuską, delikatnie roztartą w moździerzu. Sos ma łagodny smak, myślę, że przekonają się także ci, którzy za musztardą nie przepadają.

SKŁADNIKI (na 4 porcje):
2 piersi z kurczaka, pokrojone na cienkie, podłużne kawałki
3 łyżeczki musztardy Dijon (polecam Dijon z miodem, można też do zwykłej dodać trochę miodu)
2 łyżeczki musztardy ziarnistej (tzw. francuskiej), lekko roztartej w moździerzu
1 łyżka sosu sojowego
sól, pieprz
olej do smażenia

Na kuskus:
200g kuskusu
400ml bulionu drobiowego
sos sojowy jasny (2-3 łyżki)
1 papryczka pepperoni, oczyszczona z ziaren (można część ziaren zostawić) i pokrojona w półkrążki
1 czerwona cebula, pokrojona w cienkie piorka
garść solonych orzeszków ziemnych
pęczek świeżej kolendry
oliwa


  1. Zagotuj bulion, dodając do smaku sos sojowy i zalej nim w misce kuskus. Przykryj i odstaw na bok.
  2. Na patelni rozgrzej łyżkę oliwy i podsmaż na niej papryczkę oraz cebulę.
  3. Kawałki kurczaka dopraw solą i pieprzem i wymieszaj z dwoma rodzajami musztardy oraz sosem sojowym Usmaż na oleju, aż mięso będzie białe i soczyste w środku.
  4. Dodaj do kuskusu podsmażoną papryczkę i cebulę wraz z orzeszkami ziemnymi i porwanymi listkami kolendry. Danie podawaj z sałatą lub kiełkami słonecznika. Enjoy!!!!

środa, 12 marca 2014

Mocno czekoladowe ciasto z buraczkami

Powracam po długiej przerwie. Jejku, tak długo mnie tu nie było, że aż wstydzę się pisać... Postaram się jednak jakoś nadrobić zaległości i wynagrodzić Wam to sprawdzonymi przepisami.

Uczę się robić lepsze zdjęcia. Powyższe to jedno z tych, którym poświęciłam więcej uwagi, sama ustawiłam parametry (wreszcie :P). Wiadomo. Dopiero się uczę, ale odkrywanie tajników fotografii daje mi wiele radości. Wszystko jest tak logiczne, da się wytłumaczyć i połączyć w jedną całość, a przy tym pozostawia szerokie pole dla kreatywności i wyobraźni. Brak mi profesjonalnego sprzętu. Dotychczas dokonałam zakupu lustrzanki z podstawowym obiektywem, na resztę przyjdzie czas. Na razie muszę więc zadowolić się prześcieradłem rozwieszonym na oknie (widoczne na zdjęciu powyżej) w roli dyfuzora i dużą kartką papieru w roli blendy. Cieszy mnie bardzo, że z uwagi na nadchodzącą wiosnę, dni stają się coraz dłuższe, a co za tym idzie, przez większą część dnia będzie można liczyć na dobre światło. Fotografia może nauczyć pokory, szczególnie kiedy wybiorę miejsce na zdjęcie, wszystko przygotuję i nagle zachodzi słońce, okazuje się, że aparat jest rozładowany lub po prostu nie udaje się osiągnąć tego, co sobie wymyśliłam. Zdarza się czasem, że niby wszystko przemyślane, starannie dobrane parametry, a tu okazuje się, że to nie wygląda tak, jak miało wyglądać i znowu trzeba coś zmieniać. Mimo to, chciałabym fotografować coraz lepiej, bo z własnego doświadczenia wiem, że na blogi z nieładnymi zdjęciami rzadko  kiedy wracam, o ile w ogóle.

Niedawno miałam "fazę" na buraczki. W kółko je piekłam i dodawałam do sałatek i grzanek, robiłam zupy z buraczkami. Pokochałam ten smak, do którego nic nie potrzeba, bo sam w sobie jest wspaniały. Gdy dostałam książkę Nigela Slatera Tender. Volume 1, traktującą o warzywach, pierwszy dział, na którym się zatrzymałam, to były buraki właśnie. I gdy ujrzałam dwa przepisy na ciasta z burakami po prostu nie mogłam się temu oprzeć. Ponieważ byłam po dłuższym czasie niejedzenia słodyczy (nie licząc niewielkich ilości gorzkiej czekolady, która stała się moim ostatnim kulinarnym fetyszem), wybrałam to mocno czekoladowe. Szczerze mówiąc myślałam, że buraki będą bardziej odczuwalne. W rzeczywistości dają tylko posmak i myślę, że ich rolą jest także nawilżenie ciasta. Tak czy siak przepis wart wypróbowania.

SKŁADNIKI (na tortownicę o średnicy ok. 20cm)
300g buraków, nieobranych
200g gorzkiej czekolady (ok.70% kakao)
4 łyżki gorącego espresso
200g  masła
135g jasnej mąki
czubata łyżeczka proszku do pieczenia
3 łyżki gorzkiego kakao w proszku, dobrej jakości
5 jajek
190g cukru pudru (można dodać mniej, do smaku)

Do podania:
creme fraiche (ponieważ w Polsce nie jest powszechny, można zastąpić ubitą kremówką, jogurtem greckim lub spróbować przygotować creme fraiche samodzielnie - moja nieudana próba widoczna na zdjęciu)
nasiona czarnego maku


  1. Ugotuj nieobrane buraki w nieosolonej wodzie. Zależnie od ich wielkości powinno to zająć 30-40 minut, chyba że są bardzo małe. Opłucz je zimną wodą, ostudź i obierz. Zmiksuj na niezbyt gładkie puree.
  2. Nastaw piekarnik na 180stC. Roztop czekoladę w kąpieli wodnej. Kiedy czekolada jest prawie roztopiona, dodaj gorące espresso i zamieszaj. Pokrój masło na małe kawałki i dodaj do czekolady. Zamieszaj, aby masło znalazło się pod powierzchnią czekolady. Kiedy wszystkie składniki będą roztopione, wymieszaj je ze sobą, zdejmij znad garnka z wodą i odstaw na bok do lekkiego przestudzenia.
  3. Wymieszaj ze sobą dokładnie mąkę, proszek do pieczenia i kakao. Rozdziel żółtka od białe. Białka umieść w dużej misce. Roztrzep żółtka.
  4. Teraz, pracując szybko, ale ostrożnie, wymieszaj roztopioną i lekko ostudzoną czekoladę z żółtkami. Dodaj puree buraczkowe.
  5. Ubij białka ze szczyptą soli na sztywną pianę, po czym dodaj cukier puder i chwilę ubij. Dodaj kilka łyżek piany do masy czekoladowej z żółtkami, po czym delikatnie wymieszaj całość piany z czekoladą. Nie mieszaj tylko zbyt mocno i długo, bo piana może opaść. Delikatnie wmieszaj mąkę z proszkiem i kakao.
  6. Wyłóż blaszkę papierem do pieczenia, po czym umieść w niej masę. Wsadź ciasto do piekarnika, od razu zmniejszając temperaturę do 160stC. Piecz ok. 40 minut, sprawdzając patyczkiem, czy jest gotowe. Środek powinien być trochę wilgotny. Pozostaw ciasto do wystygnięcia, środek może trochę opaść. Po 30 minutach wyjmij z tortownicy i ostudź całkowicie. Lepiej nie wyjmuj ciasta z formy od razu po upieczeniu.
  7. Podawaj z creme fraiche i makiem. Smacznego!

wtorek, 18 lutego 2014

Barszcz z kapustą i czarną soczewicą

W czasie bożonarodzeniowej przerwy dzięki książce The Kinfolk Table odkryłam jej bloga. Mowa o Sarah Britton i jej wspaniałym My New Roots. Wystarczy chwilę na nią popatrzeć, posłuchać tego, z jaką radością mówi o życiu, o jedzeniu. To kobieta o niesamowitym darze zarażania wszystkich dookoła pozytywną energią. Obala wszelkie stereotypy o tym, że zdrowo oznacza niesmacznie. Jak na razie skorzystałam z czterech jej przepisów i się nie zawiodłam. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, jak przy odrobinie kreatywności można przygotowywać zdrowe i niemniej pyszne wersje różnych potraw. Przepis, który dziś Wam proponuję pochodzi także z tego bloga. Zupa jest pyszna, z mnóstwem warzyw do pochrupania.

A ja siedzę w kuchni, co chwila mieszając piekącą się właśnie granolę. W lodówce masa na ciastka czeka na zwolnienie się piekarnika. Muszę mieć czym poczęstować jutro znajomych. Dzisiejszego wieczoru, 2 minuty po północy kończę osiemnaście lat. Nie wiem czemu, ale cały dzień jestem z tego powodu poddenerwowana. Może podświadomie czuję, że oficjalnie rozpoczynam nowy etap w życiu, choć wszystko pozostanie przecież po staremu. Powinnam się cieszyć, a ja popadam w melancholię.. Z jednej strony chcę wkraczać w dorosłość, ale z drugiej cofam się wstecz do tego, co było i tęsknię za byciem dzieckiem. Społeczeństwo wymaga już pewnej postawy, zdecydowania, odpowiedzialności. Koniec z ukrywaniem się za spódnicą mamy. Wraz z urodzinami męczy mnie myśl, że jeszcze tylko półtora roku mieszkania w rodzinnym domu, że będę musiała stworzyć swój własny, od nowa.

Jutro po świętowaniu pakuję manatki i ruszam do Anglii. Mam nadzieję spędzić tam wspaniały tydzień. Zawsze chciałam odwiedzić Wielką Brytanię. Będę także miała okazję wypróbować mój nowy aparat "w akcji", bo do tej pory robiłam nim zdjęcia w spokoju, ze statywem i mnóstwem czasu do namysłu.


SKŁADNIKI (na 6-8 porcji)
trochę masła klarowanego lub oleju kokosowego (można zastąpić oliwą)
3 pory
4 ząbki czosnku
4 liście laurowe
kilka gałązek świeżego tymianku
4 średnie buraki
3 średnie marchewki
2 szklanki poszatkowanej kapusty
3 łyżki koncentratu pomidorowego
1 łyżka musztardy Dijon
1 łyżeczka suszonych jagód jałowca (ok. 12 sztuk)
1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
ok. 2,5 litra bulionu warzywnego lub drobiowego
3/4 - 1 szklanka czarnej soczewicy (można zastąpić brązową)
1 łyżka octu jabłkowego
sól morska, czarny pieprz
oliwa z oliwek

  1. Jeśli to możliwe, namocz soczewice przez noc lub przez 8 godzin. Po tym czasie odsącz ją i opłucz.
  2. Przygotuj wszystkie warzywa: pokrój białe i jasnozielone części porów w poprzek na plasterki. Zielone części możesz zamrozić i wykorzystać np. do gotowania wywaru. Przeciśnij czosnek przez praskę lib zetrzyj na tarce. Obierz buraki i posiekaj w paseczki używając robota kuchennego (paseczki będą grubsze niż w przypadku ścierania ręcznie na tarce). Obierz marchewki i pokrój w poprzek na plasterki.
  3. W dużym garnku na średnim ogniu roztop masło lub olej kokosowy. Dodaj pory i szczyptę soli morskiej i podsmażaj chwilę, aż pory zmiękną. Dodaj czosnek i podsmażaj jeszcze 2 minuty, żeby puścił aromat. Dodaj liście laurowe, tymianek, jagody jałowca, kmin rzymski, koncentrat pomidorowy i musztardę, wymieszaj. Dodaj buraki, marchew i bulion (na początku dodaj 2 litry i później w razie potrzeby dolej resztę). Wrzuć soczewicę. Zagotuj i gotuj pod przykryciem na małym ogniu przez 15-20 minut, aż soczewica będzie miękka. Wtedy dodaj kapustę i gotuj jeszcze przez kilka minut. Dopraw wszystko pieprzem i w razie potrzeby solą morską. Podawaj skopione oliwą z oliwek. Smacznego!

sobota, 15 lutego 2014

Smażony ryż z krewetkami i fenkułem w sosie z orzechów ziemnych


Kupuję czasem krewetki - mrożone, ale nie podgotowane (mają taki szarawy kolor) i próbuję choć trochę przybliżyć sobie smak świeżych owoców morza przygotowywanych w krajach śródziemnomorskich. Niestety nie miałam jeszcze okazji spróbować tego rarytasu. Zostają mi więc te kupione w torebce w ulubionym sklepie rybnym. Z drugiej strony przynajmniej nie muszę bawić się w obieranie krewetek. Mój brat, który w Paryżu kupuje sobie je na świeżo mówi, że najpierw musi namęczyć się ze zdejmowaniem pancerzyków. Każdy medal ma zatem dwie strony :)

Jednak pierwszą styczność z ośmiorniczkami, krabami, ostrygami i innymi zostawiam sobie na wizytę w Lizbonie. Nie mogę doczekać się tych wspaniałości przygotowywanych wprost na którejś z lizbońskich wąziutkich uliczek. Pasja tak mnie pochłonęła, że o wszelkich wyjazdach myślę w kategorii "co ja tam dobrego mogę zjeść". Ponoć to właśnie od kuchni można najlepiej poznać daną społeczność. Bilety kupione, w lipcu się okaże :)

Poniższy przepis robiłam trzy razy, pierwszy raz trzymając się przepisu z Kwestii Smaku, kolejnym razem modyfikując go wedle własnych upodobań. I tak powstała moja własna wersja. Bardzo polecam

SKŁADNIKI (na 4 porcje):
600g krewetek
200g (2 torebki) ryżu długoziarnistego
2 jajka
natka pietruszki
szczypiorek (wraz z dymkami)
60g orzeszków ziemnych
1 fenkuł, pozbawiony głąba i pokrojony na plasterki tak, żeby rozpadł się na podłużne części
oliwa

Marynata do krewetek:
1 czerwona papryczka chili, drobno posiekana (ja usunęłam nasiona, ale można kilka dodać)
2 ząbki czosnku, drobno posiekane
1 łyżka sosu sojowego
2 łyżki oleju z orzeszków ziemnych lub oliwy
sok z 1/2 limonki

Sos:
2 łyżki masła orzechowego
1 łyżeczka miodu

Do podania:
świeży ogórek
kawałki limonki do skropienia


  1. Rozmroź krewetki, płucząc je dużą ilością letniej wody lub pozostawiając do rozmrożenia. Wysusz je i przełóż do miski. Wymieszaj ze składnikami na marynatę i odstaw na bok.
  2. Ugotuj ryż w osolonej wodzie. Odsącz i odstaw na bok.
  3. Roztrzep jajka widelcem z 2 łyżkami zimnej wody, dodaj posiekany szczypiorek (zieloną część) i pietruszkę. Dopraw solą i pieprzem.
  4. Wymieszaj miód i masło orzechowe na sos. Najlepiej delikatnie podgrzać, aby składniki dobrze się połączyły. Dodaj trochę wody, żeby nie był zbyt gęsty.
  5. Posiekaj orzeszki, ale nie drobno i zrumień na suchej patelni.
  6. Rozgrzej dużą patelnię. Dodaj oliwę i zeszklij na niej pokrojoną w cieniutkie plasterki dymkę. Następnie dodaj krewetki wraz z marynatą i smaż kilka minut, doprawiając solą do smaku. Dodaj fenkuła i smaż jeszcze chwilkę. Wsyp na patelnię ryż, a po chwili smażenia dodaj jajka ze szczypiorkiem i pietruszką. Wszystko dokładnie wymieszaj i smaż jeszcze przez 2 minuty, ciągle mieszając, aż jajko się zetnie. Na koniec polej potrawę ciepłym sosem, posyp orzeszkami, dopraw solą i pieprzem do smaku, wymieszaj.
  7. Podawaj z pokrojonym świeżym ogórkiem, skrapiając sokiem z cytryny. Smacznego!


środa, 12 lutego 2014

Udka kurczaka duszone w sosie pomidorowo-migdałowym


Nadrabiam zaległości w pisaniu. W tym codziennym pędzie, myślę już o feriach, które tuż, tuż. Dobrze, że znowu będzie czas odpocząć, bo już zaczynałam się poddawać. No ale z uwagi na późną porę, od razu przejdę do przepisu.

Zmielone migdały zagęszczają sos, a nieobrany duszony czosnek dodaje aromatu. Proponuję podawać z pieczonymi ziemniakami lub ryżem. Danie wygląda tak prosto, tak domowo, a jednocześnie jest trochę inne, niż zwykła potrawka. Robiłam je już dwukrotnie i z ręką na sercu polecam.

SKŁADNIKI (4-6 porcji)
1 kurczak (1-1,2kg) (można zamiast całego kurczaka dodać 6 sztuk naszych ulubionych części)
1 główka czosnku
1 cebula
2 pomidory
100g migdałów
oliwa
2 liście laurowe
kilka gałązek świeżego majeranku (ja dodałam świeży tymianek, można też dać 1 łyżkę suszonego oregano)
125ml białego wytrawnego wina
sól, pieprz
ok. 400ml bulionu warzywnego lub drobiowego
4 marchwie
100g zielonego groszku


  1. Kurczaka dokładnie umyj od zewnątrz i od wewnątrz, wysusz, a następnie podziel na 8 części. Rozdziel ząbki czosnku z główki, ale ich nie obieraj. Obierz cebulę i posiekaj ją. Pomidory sparz przez chwilę we wrzątku, obierz, wytnij gniazda nasienne i pokrój na małe kawałki. Migdały namocz chwilę we wrzątku, odcedź i obierz ze skórki, wysusz.
  2. W dużym garnku rozgrzej oliwę i obsmaż kawałki mięsa z każdej strony. Przełóż na talerz. Cebulę, ząbki czosnku, pomidory, liście laurowe i majeranek (tudzież inne wybrane zioła) podsmaż kilka minut w garnku. Dodaj wino i zagotuj.
  3. Dodaj z powrotem kawałki kurczaka, dopraw solą i pieprzem i pozwól dusić się przez15 minut pod przykryciem na niewielkim ogniu. Po tym czasie zalej gorącym bulionem i duś dalej przez ok. 30 minut. W razie potrzeby dolewaj w międzyczasie bulionu.
  4. Podczas gdy kurczak się gotuje, obierz marchewki i pokrój w kostkę. Dodaj wraz z groszkiem ok. 20 minut przed końcem gotowania mięsa.
  5. Na suchej patelni upraż migdały, aż staną się rumiane. Zmiksuj na puree, dodając 1-2 łyżki bulionu. Zmielone migdały dodaj do potrawki chwilę przed końcem gotowania.
  6. Przed podaniem wyjmij z potrawki gałązki ziół i liście laurowe. Smacznego!
Przepis pochodzi z książki Sary Wiener "Frau am Herd"

niedziela, 2 lutego 2014

Sałatka z pieczonymi burakami, kaszą i fetą, w melasowym dressingu

Przed chwilą robiąc sobie grzankę z serem pleśniowym i awokado zastanawiałam się, o czym napisać w dzisiejszym poście. Czasami mam wrażenie, że to trochę dziwne, pod zdjęciem sałatki czy ciasta pisać o sprawach życiowych, istotnych. Ale w sumie jedzenie towarzyszy nam każdego dnia, a przy posiłkach wywiązało się tyle dyskusji, refleksji. Często zakochani umawiają się na wspólny posiłek, wszelkie okazje świętujemy ucztując z najbliższymi. Jedzenie zatem przeplata się z życiem, dzięki niemu to życie w ogóle jest możliwe. Myślę, że wszelkie myśli, które przekazuję Wam pod zdjęciami przygotowanych przeze mnie potraw. nadają im autentyczności i duszy. Przestają to być zwykłe przepisy, ponieważ zawierają cząstkę mojej osoby, a ja staram się wkładać w gotowanie coraz więcej serca.

Ostatnio często zawijam buraki w folię, piekę i dodaję do różnych potraw. To warzywo z dużym potencjałem, którego nie powinno ograniczać się do wigilijnego barszczu i buraczków w słoiku. Sałatka, którą dziś proponuję jest połączeniem słodyczy buraków i melasy, przyjemnego smaku fety, chrupkości i delikatnego smaku kaszy gryczanej i goryczki rukoli, którą słodkie składniki doskonale przełamują. Już nie raz miałam tę sałatkę w szkole. Jej piękne kolory wzbudzają ciekawość. Moja Profesor od języka polskiego przyszła do mnie z widelcem, żeby spróbować, a obcy chłopak życzył mi smacznego, od razu ciepłej na sercu.


SKŁADNIKI (na 1 porcję):
1 duży obrany upieczony burak*
1/3 szklanki suchej kaszy gryczanej niepalonej (można zastąpić inną kaszą, komosą czy soczewicą)
garstka pokrojonej w kosteczkę fety lub sera tego typu
garstka liści rukoli
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżeczka octu balsamicznego
1 łyżeczka melasy trzcinowej
1/2 łyżeczki musztardy Dijon

*Buraki piekę 1-1,5h w 200stC, umyte i zawinięte w folię aluminiową. Większe sztuki przekrawam na 2 lub więcej części. Najlepiej upiec ich za jednym razem więcej, a potem użyć do innych potraw.


  1. Kaszę dokładnie płuczę, po czym zalewam dwukrotną ilością wody, solę i gotuję pod przykryciem, aż zmięknie (byle się nie rozgotowała). Odsączam i odstawiam do ostygnięcia.
  2. Upieczonego buraka kroję na plasterki. Układam je na wystudzonej kaszy, dodaję rukolę i ser.
  3. Z oliwy, octu, melasy i musztardy przygotowuję dressing. Polewam nim sałatkę. Gotowe :)

sobota, 25 stycznia 2014

Tarte tatin z karmelizowanymi burakami


Coraz większą wagę przywiązuję do tego, co jem. Oprócz tego, że ma być smacznie i zdrowo, ważne jest dla mnie, by móc w pełni rozkoszować się posiłkiem. Staram się jak mogę, by wszystko, co jem w ciągu dnia było przemyślane i starannie przygotowane. Jedną z najbardziej nielubianych przeze mnie rzeczy jest jedzenie w pośpiechu. Wstaję trochę wcześniej, by zmielić ziarna na kawę, w spokoju zjeść śniadanie i zakończyć rytuał kawą ze spienionym mlekiem, która ma dać mi energię na pobyt w szkole.

Uczę się jeść powoli, aby chwila przyjemności trwała jak najdłużej. O ile to tylko możliwe, zasiadamy do stołu wspólnie. Egzekwuję od członków rodziny, aby nie zaczynali jeść, póki wszyscy nie zajmą miejsca, a potem czekali ze wstawaniem i sprzątaniem talerzy do momentu, w którym ostatnia osoba (zwykle ja) skończy posiłek. Często ludzie krzywo patrzą na tych, którzy zanim rozpoczną spożywać, modlą się, dziękując za tę chwilę i za to, że mają co jeść. Sarah Britton w książce The Kinfolk Table zachęca do tego, aby przed posiłkiem, na moment (niekoniecznie ze względów religijnych) zatrzymać się i z wdzięcznością spojrzeć na przygotowane dania. To niby takie błahostki, ale spróbujcie wprowadzić je w życie, a przekonacie się, jak wiele mogą zmienić.

Równie istotnym, o ile nie najważniejszym elementem jest atmosfera. Moment, w którym rodzina siedzi przy stole powinien jednoczyć, a nie dzielić. Zadbajmy o to, aby wszelkie kłótnie odłożyć na później, bo inaczej całkowicie odbiorą nam przyjemność z jedzenia.

Gorąco zachęcam Was do docenienia wagi jedzenia w życiu. Cytując, co mówi Sarah: jedzenie jest czymś o wiele więcej niż pożywieniem - jest poezją. 

Na rodzinną kolację polecam tę oto tartę. Tu jest na kruchym spodzie, ale myślę, że bez problemu można zastąpić go ciastem francuskim. Zatem do dzieła!



SKŁADNIKI (na formę do tarty o średnicy ok.26cm)
800-900g podłużnych buraków (ugotowanych i obranych, a następnie pokrojonych na plasterki)
1 duża czerwona cebula, obrana i pokrojona w plasterki
2 łyżki brązowego cukru
40g masła + dodatkowo do natłuszczenia formy
4 łyżki octu balsamicznego
sól i pieprz

Na ciasto kruche:
200g mąki pszennej
125g masła, schłodzonego i pokrojonego na małe kawałki
sól morska
1 duże jajko
3 łyżki zimnej wody

Do podania:
krem chrzanowy (ubitą kremówkę mieszam ze startym chrzanem)
sałatka z rukoli (umytą i osuszoną rukolę mieszam z dressingiem na bazie oliwy, musztardy Dijon, octu jabłkowego i miodu, dodaję suszoną żurawinę, drobno starty Parmezan i uprażone płatki migdałów)


  1. W dużej misce wymieszaj mąkę z dodatkiem soli. Dodaj masło i zagnieć, żeby powstała krucha masa. Zrób pośrodku wgłębienie i dodaj jajko oraz wodę. Zagnieć ciasto, w razie potrzeby dosól i dodaj jeszcze mąki i uformuj kulę. Rozwałkuj ciasto na obsypanej mąką stolnicy na taką wielkość, aby pokryło spód i boki formy.
  2. W dużej patelni podgrzej brązowy cukier. W momencie, kiedy zacznie się rozpuszczać, dodaj masło i mieszaj. Dodaj buraki i cebulę i smaż na średnim ogniu 10-12 minut, do momentu, kiedy zaczną się karmelizować. W międzyczasie nastaw piekarnik na 180stC.. Dodaj ocet balsamiczny i zredukuj go, aż będzie gęsty i błyszczący.
  3. Natłuść formę do tarty. Postaraj się z karmelizowanych buraków wyjąć cebulę i odłóż na bok (chodzi o to, żeby nie znalazła się na wierzchu tarty i nie popsuła jej wyglądu).. Na dno formy wyłóż buraki, równomiernie przykrywając całą powierzchnię. Na buraki wyłóż cebulę i polej pozostałym na patelni sosem. Całość przykryj rozwałkowanym ciastem, dociskając je do brzegów. Ponakłuwaj widelcem.
  4. Piecz tartę ok. 30 minut lub do czasu, gdy ciasto będzie lekko rumiane. Po upieczeniu pozostaw na jakieś 10 minut, po czym przykryj ciasto dużym talerzem i odwróć do góry nogami tak, aby kruche ciasto znalazło się na spodzie, a buraczki na wierzchu. Jeśli jakieś buraczki spadną, możesz je z powrotem umieścić na tarcie (nikt nie zauważy :)). Proponuję podawać z wyżej wymienionym kremem chrzanowym i sałatka z rukoli. Smacznego!!!

Przepis pochodzi ze strony www.mimithorison.com


czwartek, 23 stycznia 2014

Orzechowiec

Jest u nas w kuchennej szafce taka stara książka Kuchnia Polska. Z książki tej raczej nie korzystamy, ale jest ona wyjątkowa. Wyjątkowa dlatego, że powtykane są w nią miliony malutkich karteczek z naszymi rodzinnymi przepisami. Wydaje się to niepraktyczne i w rzeczywistości tak jest, ale w tym tkwi cały urok. Gdy Mama szuka jakiegoś przepisu, doskonale pamięta, na jakiej karteczce było na zapisany.

Przepis na orzechowca umieszczony jest również na niepozornej, małej, przybrudzonej karteczce. Obowiązkowo piecze się go u mnie w domu na Boże Narodzenie. Od wielu lat to jedno z moich ulubionych ciast. Upiekłam je na noworoczne spotkanie szczecińskich blogerów kulinarnych, które odbyło się jeszcze w okresie świątecznym, więc orzechowiec idealnie wpasował się w klimat. Przepis dopiero teraz, bo dużo tego mam do wstawienia, zdjęcia na różnych aparatach, a kiedy przeznaczę czas na gotowanie, na pisanie już nie starcza. Polecam.

SKŁADNIKI (na zdjęciu ciasto z połowy porcji, normalnie pieczemy w blasze prostokątnej 25x40cm):
Na ciasto:
3 szklanki mąki
200g margaryny
2 jajka
3/4 szklanki cukru
2 łyżki miodu
2 łyżki mleka
1 łyżeczka sody

Na warstwę orzechową:
1 łyżka cukru
1 łyżka masła
1 łyżka miodu
300g orzechów włoskich, posiekanych

Na krem budyniowy:
1 opakowanie budyniu waniliowego
500ml mleka
2 łyżki mąki
100g miękkiego masła
cukier puder (2-3 łyżki lub więcej, wedle uznania)


  1. Dodaj do budyniu w proszku 2 łyżki mąki, wymieszaj i ugotuj budyń według przepisu na opakowaniu. Odstaw do ostygnięcia, co jakiś czas mieszając, by nie powstał kożuch. Uważaj tylko, by nie mieszać zbyt często (zdarzyło mi się to kiedyś i z budyniu powstał rzadki sos waniliowy)
  2. Wymieszaj składniki na warstwę orzechową i odstaw na bok.
  3. Nastaw piekarnik na 160stC (135stC - z termoobiegiem). Z podanych składników wyrób rękoma ciasto - będzie ono trochę bardziej miękkie niż klasyczne ciasto kruche.
  4. Jeśli masz 2 identyczne blachy i piekarnik z termoobiegiem, obie blachy wyłóż papierem do pieczenia i każdą z nich wyłóż połową ciasta. Jeśli nie masz 2 blach, wyłóż w 1 blasze 1/2 ciasta, a resztę ciasta odstaw na bok - upieczesz je później. Na wierzch 1 porcji ciasta wyłóż orzechy włoskie, ale ich zbytnio nie przygniataj, aby stanowiły wierzch, a nie wnętrze ciasta :).
  5. Piecz oba blaty ciasta, po ok. 20-30 minut, aż przejdą test patyczka i delikatnie się zarumienią (ale nie do końca stwardnieją). Ostudź na kratce.
  6. Utrzyj masło z cukrem pudrem i stopniowo dodawaj ostudzony budyń, cały czas ucierając. Tak powstałą masę wyłóż na blat ciasta (ten bez orzechów), a następnie delikatnie przykryj drugim blatem. Schłodź ciasto przez noc w lodówce. Smacznego!

sobota, 18 stycznia 2014

Zupa soczewicowo-pomidorowa

Kubek gorącej, sycącej zupy to świetna propozycja na pochmurne, zimne dni. Akurat gdy zrobiłam tę zupę, w Szczecinie padał śnieg, a ja chora zamiast w szkole, siedziałam w domu. Nazajutrz, gdy wyszłam rano z domu, wszystko topniało, było mokro i nieprzyjemnie. W takie dni mam wielką ochotę na ciepłą zupę i niezliczone ilości herbat. Ta idealnie wpisała się w moje potrzeby, a mój Tata powiedział, że taki talerz zupy od razu człowiekowi poprawia humor. Polecam, zwłaszcza, że jet niekomplikowana i nie wymaga dużej ilości składników.

Warto tylko zrobić dobry bulion. Ja 1 skrzydełko i 1 udko kurczaka oraz paczkę włoszczyzny zalałam 2 litrami zimnej wody. Dodałam ziele angielskie, liście laurowe, ziarenka pieprzu i suszony tymianek. Przykryłam, zagotowałam i gotowałam ok. 1,5 godziny. Po tym czasie wystarczy tylko posolić do smaku i bulion gotowy. Ważne tylko, aby nie solić wcześniej, bo wtedy warzywa i mięso nie puszczą tyle aromatu. Z bulionu wystarczy wyjąć tylko mięso i suszone zioła, a włoszczyznę zostawić. Mi starczyło go na zupę oraz trochę przecedziłam i zamroziłam na czarną godzinę :).

SKŁADNIKI (na ok. 5 porcji zupy):
1 litr bulionu drobiowego lub warzywnego (patrz powyżej)
1-2 łyżki oleju rzepakowego lub oliwy z oliwek
1 duża cebula, drobno posiekana
2 duże ząbki czosnku (lub 3-4 średnie), drobno posiekane
1 duża słodka czerwona papryka, pokrojona w niewielką kosteczkę
1/2 łyżeczki sproszkowanej kurkumy
500ml passaty pomidorowej
1 szklanka (150-200g) czerwonej soczewicy (dałam połówki nasion)
natka pietruszki, drobno posiekana


  1. W dużym garnku rozgrzej olej i podsmaż cebulę. Dodaj czosnek, a po chwili paprykę i maż kilka minut, aż papryka delikatnie zmięknie.
  2. Wsyp kurkumę i wlej passatę pomidorową. Smaż kilka minut, po czym zalej wszystko bulionem.
  3. Gdy bulion się zagotuje, wsyp soczewicę i gotuj, aż będzie miękka i powoli zacznie się rozpadać (ale jeszcze się nie rozpadnie). 
  4. Podawaj gorące, posypane świeżą natką pietruszki. Smacznego!

środa, 15 stycznia 2014

Granola migdałowo-kokosowa

Od jakiegoś pół roku nie kupuję granoli, tylko ziarna, orzechy, suszone owoce i tworzę własne mieszanki. Jest zdrowiej, bez zbędnego nadmiaru cukru, bez mąki, z tym, co lubię. Robiłam to już wiele razy. Gdy dostałam książkę The Kinfolk Table (to chyba najpiękniejsza książka, jaką posiadam), znalazłam przepis na tę granolę, krok po kroku dodawałam kolejne składniki, zapiekłam i przepadłam. To stanowczo najlepsza granola, jaką do tej pory upiekłam. Chciałam dopracować własną mieszankę i podzielić się z Wami przepisem, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby umieścić tu ten z książki. Naprawdę warto ją upiec, aby przekonać się o wyższości domowych nad tymi kupnymi. Do tego dochodzi ten aromat, który unosi się w domu podczas pieczenia, a potem na nowo jest odczuwalny po otwarciu słoika, który dumnie góruje umieszczony na lodówce. Zachęcam Was zatem, aby choć raz spróbować, a jestem pewna, że będziecie wracać do tego przepisu i tworzyć własne wersje.

SKŁADNIKI (na 1 duży słoik):
300g płatków owsianych górskich
170g pokrojonych migdałów
70g nasion siemienia lnianego
50g wiórków kokosowych
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
80ml oleju roślinnego (dałam rzepakowy)
115g miodu (jeśli jest zbyt gęsty, można rozpuścić w rondelku)
60ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii


  1. Rozgrzej piekarni do 150stC.
  2. W dużej misce wymieszaj ze sobą płatki owsiane, migdały, siemię lniane, wiórki kokosowe oraz cynamon.
  3. W osobnej mniejszej misce dokładnie zmieszaj olej, miód, sok z pomarańczy i ekstrakt z wanilii. Dodaj do mieszanki ziaren i dokładnie połącz składniki przy pomocy drewnianej łyżki (ciągle nie wiem, dlaczego wszędzie zaleca się łyżkę drewnianą...Może Wy wiecie?).
  4. Rozłóż granolę na blasze do pieczenia i piecz 45-60 minut, mieszając co 15 minut, aby się nie przypaliła. Po upieczeniu granola powinna być rumiana i sucha. Właściwej chrupkości nabierze po ostygnięciu.
  5. Wyjmij blachę z piekarnika i odstaw na ok. 30 minut, aby wszystko wystygło. Kiedy granola całkowicie ostygnie, zamknij w szczelnym słoiku lub puszce. Możesz ją tak przechowywać ok. 2-4 tygodnie.
Propozycja podania: z jogurtem i z granatem. Nie potrzeba dodawać dodatkowo miodu.



niedziela, 12 stycznia 2014

Aromatyczny szafranowy ryż z bakaliami (Jeweled rice)

Niesamowity przepis. Już podczas przygotowywania tego dania byłam pewna, że to coś niezwykłego. Ten ryż to zderzenie tak wielu aromatów, a mimo wszystko dają się rozróżnić. Jest tak dobry, a jednocześnie zdrowy i pożywny. Zapakowany do pudełka stanowił pyszne, pełnowartościowe i kolorowe drugie śniadanie. Myślę, że nie raz sprawię sobie jeszcze taką przyjemność. W oryginale zamiast pietruszki są liście mięty. Mnie jednak ta wersja bardziej odpowiada.

SKŁADNIKI (na 6-8 porcji)
2 szklanki brązowego ryżu, najlepiej basmati
szczypta szafranu
2 małe szalotki
2 średnie marchwie
skórka z 1 organicznej pomarańczy
olej kokosowy (można zastąpić rzepakowym lub oliwą z oliwek)
1 łyżeczka nasion kopru rzymskiego
1/2 łyżeczki kurkumy
4 liście laurowe
1 kawałek kory cynamonu
1/2 szklanki suszonych owoców (daktyli, moreli, rodzynek)
sól morska
szczypiorek
natka pietruszki
1 niewielki granat
1/2 szklanki orzechów (migdały, pistacje)
oliwa extra virgin
1 cytryna

  1. Do szklanki nalej trochę ciepłej wody i dodaj szczyptę szafranu. Zamieszaj i odstaw na bok, żeby woda przeszła aromatem i zabarwiła się na żółto.
  2. Posikaj cebulę, obierz i zetrzyj na tarce marchewki, odkrój od skórki z pomarańczy białe części i pokrój ją na cieniutkie paseczki.
  3. W garnku rozgrzej olej kokosowy. Dodaj kmin rzymski i smaż chwilę, żeby uwolnić aromat. Dodaj kurkumę, liście laurowe i korę cynamonu. Zamieszaj, by wszystko pokryło się tłuszczem. Smaż jeszcze chwilkę, po czym dodaj cebulę, marchewki, skórkę z pomarańczy i suszone owoce. Smaż ok. 5 minut.
  4. Wypłucz ryż i dodaj do garnka wraz z 4 szklankami wody i szafranową wodą. Posól i przykryj. Gdy woda się zagotuje zmniejsz ogień i gotuj do czasu, gdy ryż wchłonie całą wodę i będzie miękki
  5. W czasie, gdy ryż się gotuje, posiekaj pietruszkę i szczypiorek. Wyłuskaj ziarenka z granatu. Delikatnie posiekaj orzechy i zrumień je na suchej patelni.
  6. Kiedy ryż jest gotowy, wyłóż go na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Dzięki temu ryż nie będzie się sklejał.
  7. Po kilku minutach przełóż ryż do miski, dodaj pietruszkę, szczypiorek, orzechy i granat. Dopraw do smaku. Wymieszaj. Podawaj skropione oliwą i sokiem z cytryny. Smacznego!

Przepis pochodzi z bloga My New Roots

czwartek, 9 stycznia 2014

Krem z buraków i czerwonej kapusty

Niesamowita zupa, nie spodziewałam się po niej takiej głębi smaku, więc była dla mnie miłym zaskoczeniem. Wyraźnie czuć buraczki i czerwoną kapustę, a krem chrzanowy niczym wisienka na torcie wieńczy dzieło.

Po Świętach bardzo wypoczęta na nowo wdrażam się w szkolny rytm. Tym razem staram się wykonywać wszelkie zadania w spokoju, nie dając się wprowadzić w wir pracy i ganianinę. Ponieważ nie lubię monotonii zarówno w życiu, jak i w jedzeniu, w tym tygodniu oprócz nauki, chodzę na koncerty i gotuję. Zrobiłam aromatyczny ryż z bakaliami i szafranem, upiekłam wspaniałą granolę, dziś przy świecach jadłam z rodzicami buraczane pęczotto z ciepłymi pomarańczami, a na jutro w lodówce czeka na mnie dip z czerwonej fasoli oraz sałatka z komosą ryżową, ogórkiem, twarogiem i miętą. Uwielbiam po szkole zamiast siedzieć przy komputerze, buszować w kuchennym fartuchu pichcąc ciepły posiłek oraz przygotowując jedzenie na śniadanie i do zabrania do szkoły. To wspaniałe uczucie, kiedy na przerwie mogę poprawić sobie humor pudełeczkiem z dobrym jedzeniem.

SKŁADNIKI (na 4-6 porcji)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 czerwona cebula, pokrojona w plasterki
3 ząbki czosnku, pokrojone w plasterki
5cm świeżego imbiru, obranego i drobno startego
1 łyżeczka mielonych ziaren kolendry
1/2 niewielkiej główki czerwonej kapusty, posiekanej
600g buraków ćwikłowych, obranych i pokrojonych w kostkę
1,5l wywaru drobiowego lub warzywnego
1 puszka krojonych pomidorów
1 łyżka miodu

Na krem chrzanowy:
200ml śmietany kremówki
2 łyżki świeżo utartego chrzanu (lub więcej do smaku)
1 łyżka musztardy Dijon
1 łyżeczka octu z białego wina


  1. Zacznij od przygotowania kremu chrzanowego, gdyż musi on się schłodzić w lodówce. Ubij śmietanę, a następnie wmieszaj resztę składników.
  2. Podgrzej oliwę w dużym garnku z grubym dnem. Dodaj cebulę, szczyptę soli morskiej i smaż ok. 10 minut. Dodaj czosnek, imbir, kolendrę, kapustę i buraki, podsmaż chwilę, po czym wlej wywar. Dodaj pomidory i miód.
  3. Całość zagotuj i gotuj 25 minut.
  4. Zaczekaj, aż zupa nieco ostygnie, a następnie zmiksuj ją.
  5. Podawaj z kremem chrzanowym i (opcjonalnie) ze świeżymi ziołami lub natką.. Smacznego!
Przepis pochodzi z książki Billa Grangera "Najlepsze dania Billa)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Śniadaniowe batoniki zbożowe

Święta minęły, powoli trzeba wracać do rzeczywistości. Ja do powrotu do szkoły mam jeszcze tydzień, jednak cały czas wisi nade mną poczucie, że muszę przygotować się do następnego tygodnia, zacząć się uczyć. Wydawało mi się, że w 17 dni wolnego to tak sporo czasu, że zrealizuję tyle planów, a tu się okazuje, że wcale tak nie jest. Wiadomo, mogę trochę zwolnić, rozmyślać, gotować, ale nie dam rady zrobić wszystkiego, co chciałam. Chciałabym umieć bardziej wykorzystywać czas, bo tyle chcę zrobić, osiągnąć. Wiem jednak dobrze, że życie w ciągłym pośpiechu nie wróży nic dobrego. Wszyscy mi mówią, że dużo robię, a ja wciąż mam wrażenie, że za mało... i cały czas zdaję obie sprawę, że dobrze byłoby jeszcze poświęcić czas na to, na tamto, a sił zaczyna brakować i zamiast robić coś pożytecznego snuję się po domu z n-tą herbatą w ręku i stwierdzam, że mi się nie chce. Czemu doba nie ma 48 godzin?? No cóż, trzeba iść dalej i się nie poddawać, może nowy rok przyniesie więcej energii, choć i tak jest o wiele lepiej niż w zeszłym roku szkolnym, który poniekąd uważam za zmarnowany.

Wracając do Świąt. Moja rodzina bardzo wspiera moje zamiłowanie do gotowania i prawie wszystkie prezenty, które uważam za wyjątkowo trafione były z tą pasją związane.  Dostałam trzy książki: The Kinfolk Table, Tender oraz Ryby z naszych rzek i jezior, krążki do formowania potraw na talerzu, np, tatara czy ryżu firmy Gobel, dużą butelkę ekstraktu z wanilii i melasę oraz książkę Czas naświetlania bez tajemnic, którą wraz z pozostałymi książkami o fotografii, które posiadam, muszę w końcu przeczytać. W pierwszy dzień Świąt podjęłam się wyzwania upieczenia 5-kilogramowej gęsi. Po późnym powrocie z pasterki, wstałam o 6 rano, żeby wstawić ją do piekarnika. Wybrałam bowiem metodę pieczenia długo i w niskiej temperaturze. Była gotowa niedługo przed godziną 15. Mięso wyszło delikatne, bardzo smaczne. Do gęsi był ryż z bakaliami i zrobiona przez mojego Brata sałatka z rukoli. Ufff, udało się :) Tym, którzy trzymali kciuki, serdecznie dziękuję.

Dla wielu Święta to czas jedzenia ponad miarę, a potem leżenia na kanapie brzuchem do góry nie mogąc się ruszyć. Ja przyznam, że jako tak nie jestem wielką fanką potraw wigilijnych. To znaczy lubię je, ale jako tak nie opycham się do granic możliwości. Wigilia to zawsze barszcz z uszkami, mały kawałek karpia, ze 3 pierogi i trochę łazanek z makiem. Sałatek, pasztetu itd. próbuję przez następne dni na śniadanie czy kolację. Nie chcę ingerować w tradycję, więc na wigilijnym stole nie stawiam żadnych innowacyjnych potraw. W tym roku zajęłam się pieczeniem orzechowca i piernika z konfiturą ze śliwek oraz tym obiadem świątecznym.

Dla tych, którzy szykują się jednak na poświąteczny detoks polecam zbożowe batoniki Nigelli. Pyszne, zdrowe, nie za słodkie. Wcinałam na drugie śniadanie lub luźną przekąskę. Nigella nie określiła tylko, czy mleko skondensowane ma być słodzone czy też nie. Ze słodzonym może batoniki byłyby bardzie chrupiące, jednak postawiłam na zdrowie i moją ostatnią niechęć do przesłodzonych rzeczy i użyłam niesłodzonego. Może trochę tracą na fakturze, ale tyle lepiej dla zdrowia i podniebienia.

SKŁADNIKI (na ok. 16 batoników)
1 puszka mleka skondensowanego (patrz na uwagę powyżej)
250g płatków owsianych górskich (lub innych "niebłyskawicznych")
75g wiórków kokosowych
100g suszonej żurawiny
125g mieszanki ziaren sezamu, pestek dyni i słonecznika
125g niesolonych orzeszków ziemnych, pokrojonych na mniejsze kawałki
3 łyżki syropu klonowego, miodu lub syropu z agawy


  1. Rozgrzej piekarnik do 130stC i wyłóż blachę (23x33) papierem do pieczenia.
  2. W garnuszku podgrzej mleko skondensowane i syrop klonowy.
  3. Wymieszaj wszystkie suche składniki, a następnie zalej je mlekiem, starannie mieszając drewnianą łopatką.
  4. Rozłóż masę równomiernie w blasze i lekko uklep.
  5. Piecz przez 1 godzinę, a następnie ostrożnie wyjmij wszystko wraz z papierem z blachy i przełóż na kratkę, aby się studziło także od spodu. Po 15 minutach delikatnie pokrój na kwadraty. Odstaw do całkowitego ostygnięcia.Batoniki przechowuj w szczelnie zamkniętej puszce. Ponieważ po czasie zbiera się w nich wilgoć, wytrzymają tylko 3-4 dni.
Przepis pochodzi z książki "Nigella Ekspresowo" Nigelli Lawson

niedziela, 29 grudnia 2013

Wegańskie chili z gorzką czekoladą

Tak, dobrze przeczytaliście: gorzka czekolada. Choć nie dominuje w smaku, nadaje potrawie ciemniejszego koloru i wspaniałej konsystencji. Ten dodatek zaczerpnięty został chyba z meksykańskiego wytrawnego sosu mole poblano, który w dużej mierze opiera się właśnie na gorzkiej czekoladzie. 

Ostatnio bardziej interesuję się potrawami wegetariańskimi, a mięso postanowiłam spożywać rzadziej, ale dobrej jakości. Dzięki książce The Kinfolk Table, którą znalazłam pod choinką, odkryłam wspaniały blog kulinarny My New Roots, którego autorka zachęca do poczynienia każdego dnia jednej zmiany, która sprawi, że będziemy żyć zdrowiej. Przez ostatnich kilka dni trochę zgłębiałam tę ideę, choć już od dawna dbam o to, co jem. Wiadomo, najlepiej wszystko z umiarem, czasem warto pozwolić sobie na jakieś pyszne ciacho, byle codziennością były zdrowe potrawy. Postanowiłam na przykład, ograniczyć spożycie surowego krowiego mleka. Jutro planuję odwiedzić pobliski sklep ze zdrową żywnością i zapytać o możliwość regularnych dostaw mleka koziego do porannej kawy. W mojej ulubionej kawiarni Fabryka jak na złość akurat dzisiaj mleka koziego nie mieli, więc musiałam zadowolić się espresso bez mleka. Bardzo doceniam jednak, że kawiarnia ta od niedawna ma w menu mleczną alternatywę.

O Świętach napiszę następnym razem, bo już późno się robi. W każdym razie polecam to danie, jest naprawdę dobre.

SKŁADNIKI:
po 1 szklance 3 ulubionych rodzajów fasoli (np. czerwona, łaciata i biała lub jak wolisz)
3 różnokolorowe papryki

2 łodygi selera naciowego
1 duża marchew
1 mały korzeń pietruszki
1 cebula 3 puszki pomidorów
8 łyżek koncentratu pomidorowego
40g gorzkiej czekolady (ok. 70% kakao)
2 łyżeczki kminu rzymskiego (kuminu)
1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki wędzonej papryki w proszku
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki chili
spora szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
sól i świeżo zmielony czarny pieprz
1 i 1/2 szklanki wody
olej do smażenia

Do podania:
limonka
świeża kolendra, ewentualnie natka pietruszki



  1. Wieczór wcześniej zalej fasolę zimną wodą i zostaw na noc do namoczenia. Następnego dnia dokładnie ją opłucz, zalej świeżą niesoloną wodą i gotuj do miękkości (zajmie to trochę ponad godzinę).
  2. Kiedy fasola będzie już prawie miękka, cebulę pokrój w kostkę i wrzuć ją na rozgrzany olej w dużym garnku. Podsmaż na małym ogniu, po czym dodawaj papryki, marchew, seler i pietruszkę pokrojone w kostkę. Warzywa dokładnie wymieszaj i duś na małym ogniu kilka minut.
  3. Po tym czasie dodaj ugotowaną fasolę, pomidory z puszki i wodę. Dopraw solą. Wszystko wymieszaj i gotuj na małym ogniu kilka minut, po czym dodaj połamaną na kawałki czekoladę oraz przecier pomidorowy. Wszystko wymieszaj, zagotuj i gotuj co najmniej 30 minut na małym ogniu. Jeśli potrawa będzie zbyt gęsta, możesz dolać trochę wody.
  4. Na sam koniec dopraw solą i pieprzem do smaku. 
  5. Podawaj jako z limonką i listkami kolendry. Możesz ugotować do tego ryż lub kaszę, choć ja wcinałam bez dodatków. Smacznego!!!
Przepis pochodzi ze strony www.jadlonomia.com

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Domowa nutella

Nie podejrzewałam, że kiedyś to zrobię, ale chciałam podarować przyjaciołom na Święta coś szczególnego. Zostawiłam sobie niewielki słoiczek, który cieszy nie tylko najmłodszego członka rodziny, ale także starszych. I tak długo pilnowałam, by nie jeść tego dobrodziejstwa, abym potem nie miała zdjęcia pustego słoika.

A tak na marginesie: zdjęcia do tego, jak i do poprzedniego wpisu są autorstwa mojego Brata.

SKŁADNIKI (na 1 średni słoik, ok 280ml)
80g orzechów laskowych (ok. 2/3 szklanki)
3/4 szklanki słodzonego mleka skondensowanego
90g gorzkiej czekolady (ok.74% kakao)
opcjonalnie: 1 łyżka syropu klonowego


  1. Orzechy laskowe upraż na suchej patelni lub w piekarniku (180stC), a następnie zdejmij z nich skórkę. Prażenie umożliwi zdjęcie skórki, która mogłaby nadać kremowi goryczy.
  2. Zmiksuj orzechy dokładnie. Z początku powstanie proszek, ale w wyniku dłuższego miksowania z orzechów uwalnia się tłuszcz i powstaje gęsty krem.
  3. Do rondelka z grubym dnem wlej mleko skondensowane, syrop i wrzuć połamaną czekoladę. Podgrzewaj na małym ogniu, aż czekolada całkowicie się rozpuści, Dokładnie wymieszaj.
  4. Do jeszcze ciepłej mieszanki dodaj krem z orzechów i dokładnie wymieszaj. 
  5. Gotową czekoladę przelej do słoików i pozostaw je otwarte, aż do ostygnięcia czekolady. Następnie pałaszuj z pieczywem, najlepiej po kryjomu :)
Przepis pochodzi ze strony www.mojewypieki.com